“Opowiadałeś mi wiele o snach, o starym królu, o skarbie. Opowiadałeś mi też o znakach. Teraz nie obawiam się już niczego, bo znaki te przywiodły cię do mnie. Jestem częścią twoich marzeń i twojej własnej legendy …. Dlatego pragnę abyś podążał dalej ku temu czego szukasz. Tym lepiej jeśli przyjdzie ci poczekać do końca wojny, ale jeśli musisz wyruszyć zaraz , to idź śladem twojej legendy. Wydmy zmieniają kształt na wietrze, jednak pustynia pozostaje taka sama (…) kimkolwiek jesteś, cokolwiek robisz, jeśli naprawdę z całych sił czegoś pragniesz, znaczy to, że pragnienie owo zrodziło się w Duszy Wszechświata. I spełnienie tego pragnienia, to Twoja misja na Ziemi… “
Jakiś czas temu zastanawiałem się jak wielu ludzi miało dotychczas wpływ na moje życie i na decyzje jakie podejmowałem. Uważałem zawsze, że nigdy nic nie dzieje się samo z siebie ot tak poprostu bez przyczyny. Efekt motyla ? Być może. Tak przynajmniej to widzę z perspektywy ostatnich kilku lat. Nie inaczej było i tym razem. W pewien sposób przypadkiem, ale też i przez czyjąś niedawną sugestię zerknąłem do internetu wpisując w googlach “fotoreporter studia fotograficzne”. Cóż pierwszego wyskoczyło ku mojemu zaskoczeniu? Uniwersytet Wrocławski i … Instytut Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej ze specjalizacją fotografia dziennikarska, reklamowa i artystyczna. Pospiesznie kliknąłem i poczułem jak z minuty na minutę moje serce zoraz mocniej i wyraźniej bije. Zacząłem przeglądać podstrony i znalazłem informację, że wkrótce odbędzie się drugi nabór na zaoczne studia licencjackie. Nie wiem czy już w tamtej chwili wiedziałem, że to właśnie to, ale pamiętam jak dziś, że nie spałem kilka następnych godzin, bo w głowie miałem tylko jedną myśl.
Starałem się znaleźć coś innego w innym mieście. Wcześniej dostałem się na ASP w Poznaniu, ale zrobiłem to bardziej by sprawdzić samego siebie niż faktycznie podjąć te bardzo drogie studia. Tym bardziej, że do Poznania nic innego mnie nie ciągnęło. Nigdzie nie ma fotografii, a jeśli już to pozostawały same ASP i różnego rodzaju szkoły policealne. Wydawało się, że ta specjalizacja to idealny kierunek dla mnie niezbyt wąsko ukierunkowana fotografia lecz wręcz przeciwnie szeroka zarówno strona artystyczna, reklamowa jak i typowo dziennikarska. Kierunek marzenie
Nowe studia nowy kierunek nowe miejsce i nowi ludzie. Oczywiście to wszystko wiąże się z wydatkami i ogromem pracy i poświęceń, ale znam siebie na tyle i znam swoje możliwości i wiedziałem, że jeśli będę chciał to podołam tym bardziej, że zrobiłem to z pasji , a nie z wyrachowania zawodowego. Decyzja była szybka chodź naprawdę przemyślana. Zebrałem dokumenty, opłaciłem rekrutację i wysłałem dokumenty do Kamili, która też zdecydowała się na ten kierunek.
Z prawa nie zrezygnowałem – ambicja mi na to nie pozwala, a po drugie lubię prawo tylko nie mam już takiego zacięcia do tych wszystkich przepisów, dokumentów i całej biurokracji. Zresztą tak naprawdę jeśli skończyłbym wkońcu prawo i w przyszłości dziennikarstwo to miałbym naprawdę kawał dobrego dokumentu w ręku. Tak wogóle marzy mi się coraz częściej jakaś praca naukowa w dziedzinach sztuki, dziennikarstwa, kultury i profilaktyki społecznej też. Takie lekkie poplątanie wszystkich dziedzin, z którymi stykam się na codzień. Aktualnie wszystkim tym po trochu się zajmuję i to pozwala mi w pewien sposób kreować swoją ścieżkę i to czym w przyszłości chciałbym się zajmować. Pomoc społeczna pozwala mi poznawać mnóstwo ludzi i ich problemów, rozwiązywać je na tyle na ile jako pracownicy socjalni mamy możliwość. Niestety toniemy w papierach, dokumentach i w coraz większej ilości róźnych dodatkowych spraw i to irytuje wręcz nie pozwala na rozwijanie siebie i swoich praktyk, warsztatu typowo w zakresie pomagania, bo poprostu nie ma na to wszystko czasu.
Od kilku tygodni publikowane są moje artykuły w “Dzienniku stargardzkim”. Zrozumiałem niedawno jak wielką siłą jest dziennikarstwo i możliwość publikowania swoich myśli i kreowania w pewien sposób obrazu otaczającej nas rzeczywistości. Nie nawiązałem kontaktu z gazetą tylko w celu zaliczenia praktyk, ale też z możliwości ukazania problemów z jakimi borykają się pracownicy pomocy społecznej, jakie podejmują działania i jakie mają pomysły. To dla mnie spełnienie swojej pasji poprzez połączenie zainteresowań społecznych, fotograficznych, dziennikarskich i też nie ukrywajmy niesamowita frajda, że moje zdjęcia, mój tekst jest gdzieś publikowany. To miłe gdy ktoś pisze smsa “słuchaj czy Ty piszesz do dziennika?”. Niby nic lokalna gazeta, a jednak to coś niezwykle miłego.
Wracając do samego dziennikarstwa. Nigdy nie myślałem o takim kierunku, ale może to dlatego, że nie miałem takiego dużego doświadczenia w tym wszystkim o czym wspomniałem wcześniej. Myślę, że człowiek nie powinien podejmować tak ważnych decyzji jak wybór szkoły mając 16, czy nawet 20 lat. Ja nie żałuję tego kim jestem, bo lubię swoją pracę zdobyłem niezwykłe doświadczenie i dzięki temu inaczej teraz mogę postrzegać świat. Mam jednak świadomość, że prawo wybrałem bardziej z prestiżu niż prawdziwej pasji. Zawsze miałem ciągoty do pracy z ludzmi może to troszkę przez mój charakter, sposób bycia i żywiołowe uosobienie, które niektórzy nazywają ADHD
. Tak, czy inaczej cieszę się bardzo, że poszerzam swój warsztat o zupełnie nowe dziedziny. Myślę, że korzyść z tego będę miał i ja i mój każdy pracodawca.
Wielkimi krokami zbliżają się wybory samorządowe. Widać już coraz większe poruszenie nie tylko w mojej pracy, ale i w całej gminie. To też nowe doświadczenie, bo troszkę mam namiastkę z PR i przygotowywaniem choćby zdjęć do ulotek. I po raz kolejny muszę stwierdzić, że zdecydowanie polityka nie jest dla mnie. Jest zbyt okrutna i niewdzięczna. Jestem zbyt wrażliwy i szybko bym wysiadł psychicznie. Zwłaszcza gdy widzi się ile w ludziach jest zawiści, złośliwości i przede wszystkim fałszywości. To zniechęca.
Trochę się przy okazji pochwalę. Nie tylko w ulotkach mojego wójta bedą zdjęcia mojego autorstwa, ale też w dwóch publikacjach: “Zachodniopomorskie. Eko-Polska. Gospodarczy partner w Europie.” oraz w informatorze turystycznym na 2011 rok Zachodniopomorskiej Agencji Rozwoju Turystyki w Szczecinie. Jak tylko dostanę ostateczną wersje projektów to umieszczę je na blogu. Mój narcyzm się odzywa, ale wkońcu to mój blog mogę się chwalić ile wlezie
.
Jeszcze zanim na dobre przyjęli mnie i Kamilę na studia to mieliśmy już nawiązane pierwsze znajomości an NK, na której profil ponownie założyłem tylko ze względu an szkołę właśnie. Dodatkowo zalogowaliśmy się na forum uniwersyteckim i wspólnie ustaliliśmy termin pierwszego spotkania integracyjnego ^^. Tłumów na forach nie było, ale legendarna już ”demolka” zdołała narobić małego zamieszania. BTW poszukiwania anonimowej demolki trwają do dnia dzisiejszego.
Oczywiście ja jak to ja zaspałem na pociąg i musiałem pakować się w locie i nie powiem zdążyłem i nawet całkiem sprawnie mi to wszystko przebiegło. Podróż spędziliśmy na rozmowie i zapoznaniu miłej pani podróżniczki – studentki. Gdy już ponarzekaliśmy na życie i ludzi ^^ i dotrwaliśmy do końca niezbyt długiej podróży do Wrocławia to mogliśmy wkońcu opuścić lokal naszej wspaniałej PKP. Wrocław przywitał nas swoim studenckim klimatem i pełną słońca pogodą.
Niedługo potem trafiliśmy do naszej bazy noclegowej – hostelu turystycznego “TRIO”, który jest godny polecenia, ponieważ jest blisko – raptem 800m od Rynku, jest tam czysto, ładnie i przede wszystkim tanio w sam raz na studencką kieszeń. Po zakwaterowaniu udaliśmy się spacerkiem na Rynek i tam zostałem miło zaskoczony, ponieważ przyznam się szczerze za pierwszym razem – ponad 4 lata temu widziałem raptem skrawek rynku i to tuż po sylwestrowej nocy i wtedy wrażenia dobrego nie miałem. Duży ładny kolorowy rynek z pięknymi kamienicami i ratuszem. Coś wspaniałego dla miłośnika zabytków i sztuki. Ciekawa fontanna, która pomimo nowoczesnego designu wcale nie odbiega od ogólnej kompozycji starej części rynku.
Po wykonaniu kilkunastu zdjęć wkońcu trafiliśmy na wrocławskie sukiennice gdzie w pobliżu mieliśmy umówione miejsce spotkania z grupką. Sztudenty ^^ już tam byli i od pierwszego momentu poczułem się już częścią tej grupki. Pozytywni ludzie – pomyślałem. I wcale się nie myliłem. Po szybkim zapoznaniu udaliśmy się wszyscy razem na Joliot Curie gdzie znajduje się nasz instytut. Powiem szczerze to naprawdę elegencki i nowoczesny budynek z pełnym zapleczem i już po kilku godzinach spędzonych na tej uczelni widzę, że będzie się tam naprawdę miło przebywało.
W piątek “imumeno” ^^ ( immatrykulacja ) i uroczyste przemówienie pani dyrektor instytutu oraz wręczenie indeksiorów z przezabawnym zbieraniem po 4zł za indeks (sic!). Płacimy kupe kasy za studia i jeszcze zbierają grosze za indeks i legitymację. Wstyd ! Tak czy inaczej było zabawnie. Szał dzikich ciał robiła Madzia Futerko nasza gwiazda tv i kandydatka na starościnę roku ^^. Po “imumeno” ^^ udaliśmy się w celu realizowania tradycji studenckiej. Mianowicie odwiedziliśmy kilka pubów “Szuflandię”, czy jakoś tak ^^ oraz “Marakesz”, ale tak naprawdę zaszaleliśmy w “Przeciągu”. Sex on the dance floor to mało powiedziane ^^ … i tak do środka nocy.
Poranek kojota. Sobota after party. Kamilka uciekła na zajęcia a sajmon odsypiał ^^. Wstyd się przyznać, ale pierwsze zajęcia, a mnie już nie było. Wiele nie straciłem, ale do sql trafiłem o 15. Zastałem ciekawy wykład z socjologii, a później arcyciekawe obowiązkowe szkolenie z zakresu BHP
. Było śmiechowo czego efektem jest kilka ukazanych owych zdjęć. Wygrał i tak Radzisław zwany “Tenczom”, który ów swój talent fotograficzny zademonstrował wykonując na owym szkoleniu zdjęcie z włączonym flashem zresztą niechcący i ku uradowaniu pozostałych żaków. Niewątpliwie mniej uradowana była pani prowadząca szkolenie.
Po zajeciach spacerek przepięknym Ostrowem Tumskim i Rynkiem. Byłem oczarowany tym niesamowitym klimatem Ostrowa. Puste uliczki i zakątki pełne magicznego wdzięku świateł. Wieczór zwierzeń i nostalgicznych słów. I ten most pełen kłódek. Niczym w Pradze, ale jakby w wielokrotnym pomnożeniu. Chwila zadumy i myśli skierowanych niedaleko w przeszłość…
Późnym wieczorkiem już w mniejszym gronie udaliśmy się do “Graciarni” pełnej uroku knajpki zagraconej – zresztą w moim stylu – niepotrzebnymi nikomu starociami. W nocnych rozmowach nad piwem i świecami zleciał nam miło czas po czym udaliśmy się ku swoim komnatom. Nocne rozmowy z Kamilą powiedzmy, że lekko się przeciągnęły, aż do 5 rano ^^ czego efektem była nasza per absentia na porannych zajęciach.
Niedziela – dzień trzeci łostatni. Magiczny dzień, a właściwie magiczna data z samymi dziesiątkami. 10-10-2010 godzina 10:10, a jej efektem jest zdjęcie poniżej, które zrobiłem z braku pomysłu, ale i z pewnej potrzeby. To taki “Sens nie wyznanych słów … ” lub raczej bezsens wyznanych zupełnie niepotrzebnie. Teraz właściwie to bez znaczenia. Słowa to i tak tylko słowa chodź czasami piękne to mogą być czymś najgorszym – pięknym kłamstwem…
W pewien sposób bałem się jechać do tego miasta. Gdy czytam mój wpis z okresu gdy wróciłem pierwszy raz z Pragi to jestem, aż zdumiony jak wielce się wtedy pomyliłem i jak uwierzyłem w złudzenia. Naiwnie jak dziecko … Miałem teraz momenty gdy uciekałem myślami daleko – Kamilo tak słuchałem Cię ^^. Przez te ułamki sekund wyobrażałem sobie jak blisko, a zarazem daleko jestem od tego co było dla mnie tak bardzo ważne. Przechodziłem ulicami i czasami zerkałem na ludzi, czy gdzieś w tłumie nie wyłoni się znajoma twarz. Czułem się tak jak dotychczas czułem sie w moim samotnym już Krakowie. To kiedyś przejdzie. Podobno czas goi rany…
Zdjęcia w windach to już pomału nasza taka mała tradycja. Tym razem zdjęcie w windzie instytutu tuż przed niedzielnymi zajęciami. Tego dnia zreszta mieliśmy najfajniejsze zajęcia z warsztatu dziennikarskiego i kultury języka polskiego. Podczas imumeno zapowiadano, że nacisk na tej uczelni głównie ukierunkowany jest na stronę praktyczną dziennikarstwa i mało jest stricte typowej wiedzy książkowej. Już w tym semestrze zaczynamy ćwiczenia i już po pierwszych bardzo mi się ta forma kształcenia podoba. KJP to poprostu zajęcia z poprawnej polszczyzny, a warsztat dziennikarski ma nam pokazać czym jest dziennikarstwo od zaplecza. Zajęcia i sam klimat uczelni jest niesamowicie fajny i zupełnie inny niż dotychczas mi znane.
I love Wrocław. Wrocław miastem spotkań. Coś w tym jest. Te miasto kusi i nęci – nęci i kusi. Ma niezwykły klimat – inny niż Szczecin i co najważniejsze Wrocław jest poprostu ładnym miastem. Mieszanką stylów i architektury przy czym bardzo przestrzennym z mnóstwem zieleni. Dla mnie kiedyś zupełnie anonimowe miejsce teraz bliskie może jeszcze nie sercu, ale bardzo sentymentalnie już dla mnie istniejące w świadomości bycia. Tam zaczął się i skończył najpiękniejszy weekend mojego życia
. Tam drugi raz zdarzyło mi się coś niezwykłego z kimś kiedyś bliskim. Znalazłem wczoraj fajny cytat z “Alchemika” Coelho, którego wcześniej nie znałem: [...] wszystko, co zdarza się raz, może już nie przydarzyć się nigdy więcej, ale to, co zdarza się dwa razy, zdarzy się na pewno i trzeci.
Może kiedyś jakimś cudem wydarzy się coś po raz trzeci. Eh znowu na złudzenia tracę czas …
“I kiedy czegoś gorąco pragniesz, to cały wszechświat sprzyja potajemnie twojemu pragnieniu… “
…





















