ISING to w skrócie nic innego jak magiczny portal gdzie zakłada sie konto i można sobie pośpiewać. Coś w stylu karaoke tyle, że w domku przed komputerem. Pewnego tegorocznego styczniowego wieczoru dostałem od Kizi Mizi linka pewnego gostka, który się giął niemiłosiernie przed kamerką z mikrofonem i wyginając się starał się coś odśpiewać. Z zaciekawieniem zacząłem przesłuchiwać kolejne linki i lukać na profile ludzików. Kizia to wiecznie śpiewa^^ (tzn. stara się) więc prędko przymusiła mnie niejako do odśpiewania “Piosenki księżycowej” no i stało sie sajmon zadebiutował. Dziś po kilku dobrych miesiącach mam juz ponad 120 utworków w swoim dorobku ^^ nieźle prawda ?
Entuzjazm śpiewania i coraz to nowsze nagrania na ISING-u sprawiły, że nawiązałem bardzo dużo nowych znajomości praktycznie z ludzikami z każdej części Polski i również z zagranicy. Jest w tym wszystkim pewien fenomen, ponieważ ja gdy byłem w naprawdę kryzysowym momencie dzięki Kizi trochę przypadkowo odnalazłem coś co mi strasznie wtedy pomogło. Łapałem za mikrofon i śpiewałem na tyle na ile wtedy potrafiłem. Komentarze użytkowników dodawały mi wtedy niesamowitej wiary. Poznani ludzie zawsze symaptyczni i mili potrafili sprawić, że gdzieś tam pojawiał się uśmiech. To wszystko doprowadziło do tego, że gdy nie pojechałem na I Nieoficjalny Zlot Ising w Warszawie strasznie tego później żałowałem.
Jednak co się odwlecze to nie uciecze. Poznałem Endrju, który już wcześniej namawiał mnie na pierwszy zlot. Poznałem Kejti i Fiszerosa, z którymi “romansowałem” w komentarzach xD no i którejś musicalowej nocy poznałem Altóweczkę. To ona sprawiła, że zacząłem bardziej się przykładać do śpiewania i że zaczęło mi to sprawiać coraz większą radość. Odśpiewaliśmy kilka musicalowych duetów i tak od kroku do kroku zrodził się pomysł wspólnego wyjazdu na zlot w Krakowie.
Gdy już narodził się pomysł bardzo szybko okazało się, że grupkę praktycznie mamy gotową. Wiadome było, że jedziemy wszyscy razem i tylko trzeba kogoś dobrać do naszego dream-team’u. Konferencje, panika Endrju, moje spontaniczne i spokojne załatwianie formalności, małe kłopoty mieszkaniowe ^^ i niezdecydowanie niektórych współlokatorów dodawały tylko smaczku naszej wyprawie. Wkońcu “nadszedł czas…” i spotkaliśmy się z Kamilą i Andrzejem w pociągu, a reszta ekipy wyruszyła ze swoich miast i miasteczek w kierunku Krakowa. Kolejna niespodzianka, ponieważ pomimo pierwszego spotkania “na żywo” wcale nie odczuwałem jakiejkolwiek bariery. Odrazu przełamaliśmy wszystkie stereotypy i przeszkody i tak zleciała nam podróż. Trochę pospałem fakt ^^, ale ciiii.
Miałem dziwne uczucie, ponieważ kolejny raz ruszałem do Krakowa już w zupełnie innej sytuacji niż przed rokiem. Równo rok wcześniej byłem tam w innej sytuacji i wciąż nie potrafiłem spojżeć na Kraków w inny sposób niż dotychczas. Jednak byłem przepełniony optymizmem z Pragi i czułem, że to zupełnie nowy rozdział w moim życiu. Kraków jak zwykle wprawił mnie w zachwyt. Odbywał się akurat w tym czasie XXIII Międzynarodowe Pokazy Sardany i Zespołów Folklorystycznych i trafiliśmy akurat na piękny przemarsz rynkiem grup w ramach Katalońskiego Święta.
Wkońcu dotarliśmy do “Trzech Kawek” naszego hostelu. Pokój ładny duży, ale bez luksusów. Polecam ten hostelik, ale uważajcie na recepcji gdy dokonujecie rezerwacji on-line. Mieliśmy małe kłopoty z zaliczką i rezerwacją, ale wkońcu udało się wszystko załatwić. Po rozpakowaniu i zajęciu swoich łóżeczek wyruszyliśmy po Whisper, Verin i Fishera. O ile Kejti i Volverina szybko się odnalazły o tyle poszukiwania Fiszerosa trwały ^^. Wkońcu całą i zwartą ekipą wyruszyliśmy ponownie do hosteliku. Tam nastąpiło owe przywitanie:
Po przywitaniowym wstępie uszykowani, wypachnieni ruszyliśmy poprzez piękny Kraków do naszej restauracji “Ester” na Kazmierzu. I znowu poczułem się dziwnie gdy wędrowałem tymi uliczkami znajomymi. Zastanawiałem się, czy nadal wiszą tam te same trampki nad uliczką przy Synagodze… Standardowo wędrowałem z aparatem więc i ciągnąłem ogony zabezpieczając tyły mojej isingowej grupki. Po wejściu do restauracji odrazu zostaliśmy “oznakowani” identyfikatorami i przymuszeni niejako do prowadzonego już rozśpiewania męskiej ekipy. Coś tam pośpiewałem:P i po dłuższej chwili mogliśmy już zasiąść do stołów. Lokal malutki, ale niezwykle przyjemny. Rozpoczął się koncert użytkowników portalu ISING. Lista była długa i repertuar różnorodny więc każde wykonanie było owacyjnie witane. Kamilka wykonała niesamwity utwór Edyty Gepert “Jaka róża taki cierń” czym wprawiła w zachwyt całą salę. Kejti i Verin dały nie mniejsze szoł, a Endrju miał chyba najdłuższy utwór na całej imprezie
. Niesamowity pokaz siły i charakteru na scenie dała Sza… w życiu nie widziałem tak energicznego wykonania “Winnej” z repertuaru Agnieszki Chylińskiej.

Wkońcu nadszedł nasz czas… nasz tzn. Altówki i mój
. Od dłuższego czasu planowaliśmy zrobić małe szoł na tym zlocie i zaśpiewać wspólnie. Uznaliśmy, że “Na orbicie serc” z musicalu “Taniec wampirów” będzie idealnym utworkiem do zaprezentowania. Mój szalony pomysł o przebraniu się za wampira i księżniczkę szybko został entuzjastycznie zaakceptowany przez Kamilę. Nie zdradzając prawie nikomu anszej słodkiej tajemnicy przygotowaliśmy się do naszego występu. Kamilka wykonała stroje dla mnie i dla siebie i jak widać na poniższym filmiku wraz z Kejti zajęła się solidnie moim make – up’em.
Trzeba wspomnieć o ważnej roli naszej charakteryzatorki i menagerki Kejti vel Whisper
. Zrobiła mnie na drag queen i w pełni zadowolona wspierała mnie tuż przed występem. Sam występ ^^ no cóż z nerwów i tremy mało pamiętam. Zostały mi odebrane oczy
było ciemno i musiałem improwizować przy odczytywaniu tekstu, którego praktycznie nie widziałem. Ponadto to był mój debiut z mikrofonem
i nie spodziewałem się, że nie będę się wogóle słyszał. Więc nie miałem wyjścia musiałem grać. Jeszcze trafił mi się na początku felerny mikrofon, ale jakoś poszło i dostaliśmy duże owacje i symboliczne płomyki z zapalniczek. Już wiele razy dziękowałem Kamili za to wszystko, ale zrobię to jeszcze raz. Dziękuję Ci :* to było niesamowite uczucie i zaszczyt, że mogłem z Tobą zaśpiewać (czyt. próbować zaśpiewać ^^).
Po naszym występie najpierw musiałem ochłonąć i doprowadzić się do wyglądu. Pomijam fakt, że nie mieliśmy mleczka do demakijażu
. Na pomoc przybyła kochana Volverina, która doprowadziła moją twarz do używalności
za co odwdzięczyć się próbowałem w tańcu
. Koncert trwał i zabawa się rozkręcała coraz bardziej. Fiszeros odstawił też swoje szoł i cała ansza grupka w pełni zadowolona raczyła się orzeszkami, paluszkami i łalkoholem ^^. Tańce, hulańce i swawole trwały, a czas płynął niubłagalnie do końca pierwszej części imprezy. Odstawiliśmy pokaz tańca wywijańca z elementami godowymi i figur rodem z “Dirty dancing”. Na koniec koncertu jeszcze wspólne odśpiewanie piosenki zlotowej, krótkie podsumowanie, podziękowania, zdjęcia i marsz do klubu “Loch Ness”.
Do “Loch nessa” nie wszyscy już z nami się udali, ale impreza była też przednia. Coprawda lokal niespecjalny, mroczny, pełen panów w dresach podskakujących w rytm “Boysów”, ale nam nic tej nocy nie przeszkadzało. Parkiet był już znacznie większy więc wraz z Kamilką i Nati ruszyliśmy w tango argentina. Ahh przyznaję byłem w swoim żywiole mimo okropnego bólu kolana dzielnie oddawałem się urokom hulaszczego życia.
Gdzieś tam momentami uciekałem myślami do Pragi. Zatęskniłem i pierwszy raz od lat pozwoliłem sobie na okazanie uczuć mimo, że na odległość to jednak uczuć szczerych. Troche byłem skołowany, ale starałem się nie rozmyślać i bawić się dalej. Nad ranem postanowiliśmy zwijać żagle i wracać do hostelu. Tam nas miała czekać jeszcze mała imprezka u sąsiadów
. Po drodze zachciało nam się jeść więc sajmon opędzlował kabanosy z koniny mniam. Jednak gdy dotarliśmy do hostelu już prawie świtało, a nasze nocne rozmowy przeciągały się i wkońcu po kolei każdy z nas odpływał w niebiańskim śnie. Aha. Tak apropo zostałem lekko zmolestowany mrrrr, ale to cała przyjemność po mojej stronie była więc skarżył się nie będę
. Furorę przed snem zrobiły jeszcze moje zielone bokserki. Po tym żywiołowym jak na ową porę nocnym pożegnaniu usneliśmy w ekspresowym tempie.
Poranna dyskusja kto idzie po bułki doprowadziła do tego, że śniadanka nie zjedliśmy
. Popakowaliśmy manatki i ruszyliśmy w strone rynku. W międzyczasie pożegnaliśmy się z sąsiadami i w pełni zadowoleni i wypoczęci postanowiliśmy zawitać w celu konsumpcji legendarnego już kebaba gdzieś w okolice Starego Miasta. Niestety czas nam nie pozwolił już na jedzonko więc porobiliśmy ostatnie fotki przy Pomniku Grunwaldzkim i ruszyliśmy w stronę PKP.
Pożegnania nadszedł czas… To też niesamowite, że właściwie znaliśmy się dotychczas tylko z relacji typowo internetowych, spotkaliśmy się pierwszy raz w życiu i nawiązaliśmy nić przyjaźni. Przez te kilkanaście godzin skonsolidowała nam się grupka kilku dotychczas obcych sobie osób, które połączyła pasja i zabawa. Nieważne, czy każdy z nas ma talent
dla nas liczy się świetna zabawa i to co łączy, a nie dzieli. Staliśmy tak na peronie i czuliśmy, że za chwilę już każdy wróci do swojego domu. Coś się kończyło, ale mam nadzieję i przeczucie, że zaczęło się w pamiętny sierpniowy weekend coś nowego i niezwykłego
.
Jeszcze kilka słów na zakończenie tego wpisu. Dziękuję pomysłodawcom i organizatorom zlotu. Zwłaszcza Wisience, która jest takim dobrym duchem tego portalu. Dziekuję też wszystkim, którzy uczestniczyli w tym zlocie. Nie będę wszystkich wymieniał, bo nie chciałbym kogoś pominąć
. Zlot był niesamowity i mam andzieję, że wkrótce spotkamy sie ponownie. Ps. tym gostkiem co się giął, o którym pisze na początku był jak się później okazało wojtasiński, którego pozdrawiam
.
Osobne szczególne podziękowania kieruję do moich surykatek – współlokatorów ^^. Verin cieszę się, że mogłem Cię poznać, że mi towarzyszyłaś w tańcu i spacerku
, dziękuję za demakijaż i drapańsko po brzuszku ^^. Kejti charakteryzatorko moja Ty droga następnym razem śpisz ze mna ^^ i oczekuję masowanka po moim tatuażu
. Endrju sąsiedzie drogi xD dzięki za namawianie mnie na ten i poprzedni zlot widzisz wkońcu Cię zaskoczyłem i pojechałem. Fiszuś
co z tym kebabem czuję się zniesmaczony i rozczarowany brakiem takowego jadła na naszym stole
. Kamilkooo cóż Tobie już dziekowałem i dziękuję nadal zwłaszcza za duety i rozmowę podczas powrotu do domu. potrzebowałem się wygadać. Aha i pozdrów moją – Twoją – nasza Jolę
.
Cóż II NIEOFICJALNY ZLOT ISING można uznać za zamknięty
. Jestem naładowany pozytywną energią i entuzjazmem. Najpierw cudowna Praga teraz cudowny Kraków i czuję, że wszystko znowu nabiera sensu. Czuję, że coś się zaczyna odradzać i budować na nowo. Lubię czuć się szczęśliwym
i niech tak juz pozostanie.
Zacytuję Kamilkę w tym miejscu i jej słowa z bloga: “nie da się wszystkiego opisać, nie da się wszystkiego spamiętać. Najlepsze rozwiązanie? Jak najszybciej to powtórzyć:)”.
Niebawem urlop i znowu Praga
. Carpe diem Simon…
Więcej zdjęć i filmów znajdziecie w galerii i na moim koncie na YouTube
.
















2 responses to “Tak się bawi tak się bawi ISING ISING !!!”
św. Franciszek
Wrzesień 3rd, 2010 o 18:56
“sajmon opędzlował kabanosy z koniny mniam.” Podobno od wyrzutów sumienia można dostać wrzodów żołądka.
Bóg konia stworzył do rzeczy wielkich.
tak się bawi:P TYLKO iSing :)
Wrzesień 16th, 2010 o 13:13
Fakt, przeczytałam Twój wpis już wcześniej, ale jakoś wtedy nie natchnęło mnie na napisanie tu czegokolwiek:)
Dziś przeczytałam – od tak, nie wiem dlaczego – jeszcze raz i po raz kolejny łzy napłynęły do oczu, wspominając spędzone razem chwile…
Po pierwsze: nie wiedziałam , że to przeze mnie zacząłeś się bardziej przykładać do śpiewania ;D Nawet nie wiesz jak się cieszę, że wtedy wczesną wiosną natrafiłeś na to moje “Boję się”… ;P
Po drugie, to co proszę?? Podróż TROCHĘ przespałeś? TROCHĘĘĘ??
W takim razie, jakbyś miał ją bardzo przespać, to wszedłbyś już śpiąc do pociągu i śpiąc byś wysiadał!
I wreszcie po trzecie: nie “uznaliśmy” tylko Ty uznałeś:P Ja nie miałam nic do gadania w kwestii repertuaru :*
To co? Kiedy powtórka??
:*