Most Karola – Karluv Most w Pradze. Według legendy, człowiekowi, któremu uda się położyć rękę na krzyżu w ten sposób, żeby każdy palec dotykał jednej z gwiazd, spełni się życzenie. Tego życzenia nikt nie może poznać. Moje w pewien sposób już się spełniło. Obudziło się we mnie coś co myślałem, że umarło…

Właściwie wcześniej nie planowałem, ani podróży do Pragi, ani w inne miejsce gdzieś w Czechach. Pomysł zrodził się nagle, trochę spontanicznie i nie do końca wierzyłem, że się uda. Tym bardziej w takich okolicznościach i w takim towarzystwie. Step by step dzień po dniu udało się dopiąć wszystko na ostatni guzik chociaż przyznaję nie obyło sie bez komplikacji najpierw z terminem później też z dniem wyjazdu ^^, ale usprawiedliwieniem dla mnie jest oczywiście mój ogólnie znany pracoholizm :D . Na szczęście wszystko się udało i nawet moja nowa antenka samochodowa SIRIO ML 145 doszła tuż przed samym wyjazdem. DHL jednak mnie kocha :D . Chyba jedyna firma kurierska, która się wyrobiła w terminie w mojej dotychczasowej “karierze allegrowiczowej”.

Tak, czy inaczej kilka słów o samym wyjeździe. Wyprawa miała miec charakter turystyczno -fotograficzno – radiowy. Ambitne plany pracy jako OK/SP1RFC na 10m legły w gruzach raz z braku warunków propagacyjnych i lenistwa, a dwa, że szkoda było marnować czasu przy radiu skoro wokół było tyle atrakcji.

Najpierw jednak zanim trafiliśmy do Pragi zabawiliśmy na baletach we Wrocławiu. Samo miasto bardzo duże wręcz rozciągnięte centrum robi wrażenie. Wrocław to nie Szczecin tutaj życie tętni nawet w nocy. Oczywiście nie obyło się bez nocnej ekskapady na balety ^^. Wrocławska brama Pasażu Niepolda  i zagłębie studenckiej rozpusty mmmm i te wijące się sztudentki na parkiecie tylko powiem szczerze gabarytowo dorodniejsze niż nasze lokalne szczecińskie koleżanki :P . Ramiona i boki nadal mnie bolą od obijania się od ich piersi i umięśnionych ud :D .

Gorące rytmy, wrzask tłumu na parkiecie i taniec węża niewiast tudzież taniec godowy osobników płci męskiej wokół wspomnianych girl’s. A i zapomniałem wspomnieć o hiciorach choćby Shakiry i Loftu z majestatycznymi i wdzięcznie brzmiącymi słowami “MARIOLKA, extasy and motion, oh oh oh. That’s MARIOLKA…” :D :D:D. Pozdrowienia dla Mariolki w tym miejscu :*:*:*.

No cóż fajnie było, ale czas nas gonił więc trzeba było wracać na M4. Nie obyło się bez arbuza przed snem ^^. Bez rozmów nocnych też się nie obyło. Kto kogo zdradził,  porzucił jak i dlaczego ^^ osąd – Sajmon winny skazany na potępienie. Potępienie trwało minut 10 :P po tym czasie nastąpiła amnestia i już nikt sie nie fochał (nie były już potrzebne dwie kołderki hehe).

To też niezwykłe jak wiele spraw może poróżnić człowieka z kimś bardzo bliskim, ale przychodzi moment gdy zapomina się o wszystkim co złe i wygrywa to co ważne i troszkę czasami uspione. Niepewność tego czego chcę i czego oczekuję, co wypada, a co nie powinno mieć miejsca. Gdzieś to wszystsko nagle przechodzi wraz z innymi tysiącami myśli przez głowę, a i tak człowiek pokieruje się sercem, a nie tym co podpowiada rozum. Tęskniłem. Dopiero wtedy pojąłem jak bardzo.

Nasza konwersacja i małe molestowanko filiżaneczkami sprawiło, że snu dużo nam nie pozostało. Usypiając po 5 rano widziałem już prześwitujący blask słońca z przedpokoju. Ledwo zamknąłem oczy, a już była 7 i nakaz wstawania ponaglany średnio co 3 minuty ^^, a nawet i co dwie. Wielkie szykowanie siłowanie się z anteną oczywiście i typowe zachowanie niewiasty 5 par obuwia, bo przecież jedziemy, aż na dwa dni :D . Jakoś to przełknąłem, ale podróżna wcale nie mała lodówka pełna słodyczy wprawiła mnie w osłupienie ( nie Gosia z nami nie jechała hehe pozdrowienia dla Gosi :*:* mrrr <sex> )hehe chociaż nie powiem lodówkowe wafelki uratowały nas od umarnięcia z głodu, ale o tym to później.

Wkońcu wyruszyliśmy. Do granicy piękne widoczki chociaż moje zachwyty “ohhhy i ahy” nad każdym pagurkiem brzmią troszkę komicznie na nagranych filmikach. Wspólne śpiewy :d hihy hahy i tak mijaliśmy wszystkie kurorty Kotliny Kłodzkiej gdzie ostatni raz byłem w 1995 roku !!! Nawet nie zorientowaliśmy się kiedy przekroczyliśmy granicę. I się zaczęło :P . Język czeski jest porażająco śmieszny ( przykłady warte uwagi :D http://nonsensopedia.wikia.com/wiki/J%C4%99zyk_czeski ). Co znak, reklama, baner to nowe głośne śmiechy. I tak przodownictwo utrzymał “styrylizowany uhorek”, czyli po naszemu ogórek kiszony. Później krótki postój na CPN chwilunia na kawunię i jeszcze tylko wykupienie winietki na podróż i można było wyruszyć dalej. Tak przy okazji winieta to specjalna opłata za korzystanie z dróg ekspresowych i autostrad na terenie Ceskiej Republiczki :P . Kosztuje w zalezności od okresu ważności od 250 do 1200 koron (10-dniowa 250, miesięczna 350 i roczna 1200 koron). Korona aktualnie kosztuje w przeliczeniu na złotówki około 16-17 groszy. Taką winiete można zakupić na każdej stacji benzynowej i należy ją umieścić najlepiej przyklejając po prawej stronie w rogu przedniej szyby. Podróżowanie bez takiej winiety może słono kosztować.

Sama trasa drogą E67 z Wrocławia od granicy niewiele lepsza niż po anszej stronie, ale odcinek autostrady już naprawdę dobry i spokojnie można jechac 140km/h. Chociaż trzeba uważać, bo podobno słone mandaty są wlepiane zwłaszcza polaczkom ^^. No i na drogach mnóstwo fotoradarów ha ja mam nadzieję, że nas nie ustrzelili. Swoją drogą takie zdjęcie z wakacji byłoby ciekawe :D tylko troszke drogie i raczej nie do albumu rodzinnego. Zwłaszcza mizi kizi, która prowadziła ^^.

Praga. Złote miasto. Wielkie miasto już sam wjazd robi wrażenie. Wielkie połacie przestrzeni zabudowanej s gustem niewysokimi budynkami. Wielkość miasta nie przytłacza jest przyjemna. Wjazd do centrum rozciąga się nad samą Pragą z mostu widać całe stare miasto, centrum i zabudowania na pagórkach i aż po sam horyzont. Polecam zaopatrzyć się w GPS i mapę, bo podróżowanie po tym wielkim mieście może przynieść sporo nerwów. Oznakowanie miasta nie jest zbyt dobre. My zgubiliśmy się troszkę przy dworcu głównym. Zakupiliśmy mapę i nie bez problemów, ale wkońcu trafiliśmy do anszego Hostelu. Wjazdu do najstarszej części Starego Miasta nie ma, ale po bokach zwłaszcza przy hostelach można postawić samochód. Nam się udało akurat był weekend i nie były zastawione miejsca i kontroli też nie było więc obyło się bez mandatu. Trzeba jeszcze uważać, bo uliczki są bardzo wąskie i jednokierunkowe łatwo się pogubić.

Sam Hostel godny polecenia. Mieliśmy raptem 300 m do Mostu Karola przy samej Wełtawie. Piękna kamienica blisko też Starego Miasta, a właściwie w jego prawie centralnej części. Hostel ARNOSTA to akademik, który w trakcie sezonu letniego adaptowany jest na hotelik. Ceny atrakcyjne jak na takie miejsce i standard. Wspólne łązienki, ale czyste i zadbane, łóżka piętrowe zresztą tak naprawdę w pokoju przebywa się tylko raptem tyle co trwa sen. Szkoda marnować czasu na spanie będąc w Złotym Mieście :) . Warto skorzystać z wyszukiwarki noclegów gdzie rezerwacja jest szybka i prosta. My korzystaliśmy z tej strony: http://www.wirtualnapraga.pl/oferta_wiecej.php?id=355. Obsługa portalu w języku polskim. W samym hostelu pan recepcjonista posługuje się językiem angielskim w arabsko azjatyckim akcencie – ciężko go zrozumieć. Na przeciw hoteliku znajduje się DrinkBar, obok sklepik spożywczy i pizzeria. Naprawdę warto tam przenocować.

Zanim sie wypakowaliśmy z bagażami podręcznymi, pięcioma parami butów i lodówką (!) :D oraz moim sprzetem fotograficznym :P minęło dosyć sporawo czasu. Najpierw inspekcja sanitariatów :P – okej, ale toalety mają śmieszne sznureczki. Czysto schludnie – przeżyjemy. Łóżka ^^ piętrowe, pościel szyściutka i mięciutko – nie drażni ciała (wypróbowane ^^), łóżeczko mieści spokojnie dwie osoby i to niekoniecznie tylko matkę z dzieckiem :P (też wypróbowane ^^).

Zwiedzanie rozpoczęliśmy od mostu Karola. Wspaniałe miejsce, mnóstwo turystów z całego świata. Most jest bardzo długi i szeroki. Co pare metrów artyści wykonują portrety i sprzedają piękne zdjęcia. Sa grajkowie i spiewacy. Wszystko  bez przesadyzmu świetnie komponuje się  z całością. Trudno się spaceruje przez te tłumy, ale nie ma potrzeby się spieszyć, bo widoki z mostu są niesamowite. Widać całą panoramę i dzielnicę Hradczany z zamkiem królewskim i wspaniałą katedrą św. Wita. Krok po kroku spacerowaliśmy wąskimi uliczkami zatrzymujac się co chwilę z aparatami w dłoniach – zwłaszcza ja, bo podobno fotografowałem każdą rynnę (phi !). Nie da się tego wszystkiego opisać tam poprostu trzeba pojechać. Każda kamieniczka, każdy kościółek wyglądają niesamowicie. Pierwszego dnia udało nam się zwiedzic jedynie Hradczany i to w 1/3 części. Ponadto mam na myśli zwiedzanie jedynie z zewnątrz, ponieważ nie zachodziliśmy do muzeów i wnętrz kościołów, zamku itd.

Tutaj nalezy wspomnieć jeszcze o w/w wafelkach ^^. Mianowicie byliśmy tak bardzo zajeci zwiedzaniem i jęczeniem o naszym głodzie, że gdyby nie te wafelki to umarlibyśmy z głodu :P . Nie nie brakowało lokali gastronomicznych :D . Brakowało raczej decyzji – stanowczej decyzji, aby zjeść tu i teraz. Wkońcu o 22 trafiliśmy do pokoju w celu krótkiego odpoczynku. Wkońcu wyruszyliśmy w stronę Starego Miasta, aby popodziwiac nocny klimat Pragi no i coś wkońcu zjeść ! Było pięknie mnóstwo oświetlonych starych kamienic, wież i pomników. Mocno głodni zdecydowaliśmy się na najprostrze rozwiązanie – MCDonald. I tutaj zaczęła się komedia. Wyobraźcie sobie, że lód w wafelku po czesku to jest mniej więcej coś brzmiącego jak “zmarzlina w kornutku“. Ja sie zdecydowałem właśnie na ta zmarzlinę, ale że kolejka była sporawa to latałem trzy razy do tabliczki, aby sprawdzić jak się to i owo zwie. Wkońcu zestresowany podczas bezpośredniej konfrontacji z panem czechem kelnerem poprosiłem o Shejka, bo już zapomniałem jak zmarzlina zwie się z wafelkiem ^^.

Poszukując w dalszym ciągu lokalu rozrywkowo – tanecznego ^^ odwiedziliśmy fajny klub Hard Rock ( Hardkore po mojemu :P ) i jakąs biesiadną zadymioną knajpkę w stylu cieszkowskim :P z konfetti i piaskiem na podłodze. Rozpoczęła się też tak zwana kontemplacja kizi mizi ^^. Kontemplacja polega mniej więcej na ogólnie zwanym fochu charakteryzującym się zmową milczenia i olewajstwa. Przechodzac kolejny raz przez rynek co chwilę byliśmy zatrzymywani przez ciemnoskóre prostytutki męskie (afroamerykanoczesi ^^) - które to divki niewiedzieć czemu zaczepiały akurat nas. Jeden plus, że mnie akurat zatrzymały przynajmniej dwie damskie prostytutki haha. Dla mniej wtajemniczonych informuję, że tzw. kurestwo w Czechach jest legalne.

No dobrze więc wracając do kontemplacji tego wieczoru lekko się przeciągneła :P z powodu braku rozrywki tanecznej. Oczywiście lokali była cała masa, ale kizi nie pasowało no bo jakże inaczej. Przeszliśmy tak stare miasto z 6 razy i spokojnie mielismy w nogach z 7km tej nocy. Jeszcze mieliśmy do tego świetnego przewodnika, który poprowadził nas do mostu Karola kolejny raz przez Stare Miasto (!) no, ale wkońcu o 3 w nocy trafiliśmy do pokoju.  Kontemplowaliśmy wszyscy wspólnie, aż wkońcu zgoda zapanowała w królestwie i oczywiscie kolejna noc nie przespana ^^. Fajnie było tylko, że rano popłoch, bo do 9 trzeba opuścić lokal a tu ciężko wstać. Jeden minus właśnie tego hostelu, że doba hotelowa trwa do 9 tylko troszke wcześnie jak na wstawanie.

Pożegnalismy hostel, zjedliśmy śniadanko na bagażniku (dostałem kanapusie :) ) i wyruszyliśmy po raz 10 chyba na Stare Miasto tyle, że tym razem już za dnia. Wspaniałe miejsce mnótswo wąskich uliczek i zakamarków. Wjechaliśmy na Staromietska radnice Vez, czyli  wieże ratusza skąd rozciąga się wspaniały widok na całą Pragę. Później obraliśmy kurs na dzielnicę Josefov. Przeszliśmy brzegiem Wełtawy popstrykaliśmy zdjęcia i postanowiliśmy jeszcze zjeść (wkońcu !) gdzieś na Hradczanach. Oczywiście jak to już w naszej tradycji poszukiwania jadła zajęły nam kolejne godzinki więc przykleiwszy żołądki do kręgosłupa wędrowaliśmy dalej. Wkońcu zjedliśmy pizzę w pobliskiej restauracji przy moście Karola. Szynka w pizzy niezbyt fajnie wygladała co dało efekt w postaci lekkiego problemu z żołądkami. Jeszcze tylko pamiatki i ostatnie zdjęcia (jakieś 200 sztuk średnio co 3 minuty jedno !) oraz filmy i skierowalismy się w stronę autka. Odnośnie samochodu słów kilka. Pod hostelem można postawić auto, ale to dosyć ryzykowne, bo są kontrole, a to kosztuje dosyć sporo, aczkolwiek jesli jedziecie na weekend to możecie zaryzykować, bo w weekendy kontroli nie ma. Parkingu w pobliżu nie widziałem, ale lepiej wczesniej sobie takowy namierzyć.

Pożegnania z Pragą nadszedł czas. Wyjechaliśmy dosyć bez problemowo z nadzieją, że prędko tutaj wrócimy. Nikt z nas nie myslał jednak, że wrócimy tutaj za godzinę ! no wiec obraliśmy złą drogę. Mój talent nawigacyjny, który objawił się podczas zapoznawania się z mapa Pragi akurat tym razem zawiódł :D . Po kilkunastu kilometrach stało się jasne, że pomyliliśmy trase (brak mapy, GPS i mojego talentu). Kontemplacja była juz mocno zaawansowana – ja milczałem jak grób ze strachu, bo bałem się, że zostane pozostawiony na CPN :d. Kierowaliśmy sie w stronę Brna, które w pierwszej wersja według mnie znajdowało sie w Szwajcarii :d. Cos mi sie pokiełbasiło wiem wiem. Tak czy inaczej problem polegał na tym, że nie ma zjazdów z autostrady więc uważajcie jak jedziecie. Wkońcu po 40 kilometrach i zakupieniu mapy udało nam się nawrócić, ale musieliśmy przez to wrócić do Pragi. Zawsze to lepsze niż kierowac się na Brno, które noatabene leży w Czechach jednak :d. Swoją drogą nie wierzcie chińczykowi ze sklepu przy hostelu ^^ to on nas tak pokierował. Podróż była świetna pełna śpiewów :P , piosenek, które co chwila powodowały, że czułem jakby dotyczyły mnie. Zwłaszcza jedna http://www.teksty.org/Ewelina_Flinta,Nieskończona_historia … Tak czy inaczej było super, bo było jak kiedys, a jednak inaczej, bo troche niespodziewanie spełniło sie jedno z moich marzeń. Kolejne :) .

Dojechalismy szczęśliwie do Wrocławia. Miałem jeszcze niespodziewane atrakcje, bo zobaczyłem najważniejsze miejsca we wrocku i wspaniały pokaz tańca fontann. Wspaniałe widowisko pełne kolorów, muzyki i nastroju. Coś niesamowitego dla zmysłów i obiektywu, który niestety mi padł podczas naszej wedrówki. Podsumowaując Praga to naprawdę złote miasto. Warte zobaczenia i wtopienia się w ten niesamowity nastrój. Jeśli ktoś kocha Kraków to w Pradze zakocha sie na zabój. Ja się zakochałem :) .

Tak wogóle to czasami nie rozumiem tego wszystkiego. Coś dzieje sie swoim tempem i płynie swoim torem. Życie właśnie takie jest lubi nas zaskakiwać. Czasem jedno nieszczęście okazuje się byc przepustka do innego szczęścia. Okrutne i niepojęte prawda… A jednak wszystko ma swoją własną historię raz smutną, a innym razem szczęśliwą. Trzeba tylko umieć dostrzec  i rozróżnić jedno od drugiego. Jest czas na łzy i jest czas na śmiech. Ważne, by nie przepłakać szczęścia, bo nigdy więcej może się to już nie powtórzyć.

Pożegnaliśmy się,a Maryś  obdarowała mnie froteczka jakoby dając do zrozumienia, że wyglądam jak syn wodeckiego hehe. Poczułem, że tęsknię mimo, że jeszcze fizycznie byłem na stacji. Narazie jeszcze nic nie rozumiem, a może i rozumiem, ale trochę jeszcze sie boję. Jezu chyba slub mi się szykuje hehe.

Aha i jeszcze nasz prażański hicior Shakiry na podsumowanie: http://www.youtube.com/watch?v=pRpeEdMmmQ0&feature=related

dziękuję za cudowny weekend :) .

 

Więcej zdjęć w galerii (na dysku ponad 600 zdjec i 40 filmików z Pragi) :