Windows XP i problem z Office 2007

W ostatnim czasie nic tutaj nie pisałem. Raz z braku wolnego czasu, a dwa z braku weny do tworzenia onanizmu internetowego w postaci kolejnych kilometrów bezsensownych słów i przemyśleń. Nabrałem chęci na stworzenie czegoś konkretnego i stąd nowy pomysł na stworzenie portfolio i własnej domeny. Domena narazie jest www.szymongorski.com, ale póki co przekierowanie ustawiłem na właśnie ten blog. Blog pozostanie, ale będzie częścią strony bardziej już profesjonalnej z odpowiednią oprawą i ofertą (sic!). Cieszy mnie to bardzo, bo zaczynam coraz poważniej myśleć o zmianie profesji jaką się dotychczas zajmowałem.

No więc dziś coś bardziej technicznego. Od kilkunastu dni jestem właścicielem netbooka ACER AO722 przy czym zainstalowałem na nim Windowsa XP i to wcale nie bez problemów. O tym jednak napisze kolejnym razem. Dziś krótki wpis wskazówka co zrobić gdy pojawi się problem z instalacją pakietu OFFICE w wersji home 2007. Mianowicie okazuje się, że w świerzo postawionym systemie XP pojawia się problem przy instalacji w/w pakietu. Ja sam osobiście zainstalowałem XP z service pack 3.

Probem pojawia się zaraz przy uruchomieniu instalatora Office kiedy to po kilku minutach wyświetla nam się komunikat: „Usługa Instalatora nie może  zauktualizować jednego lub więcej chronionych plików systemu windows”. W takim przypadku rozwiąznie okazuje się błache chodź zajęło mi to sporo czasu i kosztowało trochę nerwów zanim zorientowałem się w czym tkwi problem.

Po pierwsze znajdz na dysku instalacyjnym windows plik FP40EXT.CAB. Powinien byc w d\i386 gdzie d jest nazwa Twojego dysku z płytą instalacyjną Windowsa i otworz go klikając dwukrotnie. Następnie znajdz plik  fp4ault.dll i klikając  dwokrotnie  wypakuj do katalogu: c:\program files\common files\microsoft shared\web server extensions\40\bin, a następnie zrestartuj instalatora pakietu OFFICE 2007. Wszystko powinno już zadziałać i zainstalować się poprawnie na wskazanej lokalizacji.

W tygodniu postaram się umieścić recenzję ACER AO722 oraz wrzucę pełny pakiet sterowników dla systemu Windows XP, bo sam doskonale wiem ile kosztuje czasu znalezienie tego wszystkiego w sieci.

Narazie tyle z moich wypocin :) miłego tygodnia wszystkim życzę i niech ta końcówka wakacji zaskoczy nas miłą i upalną, słoneczną pogodą.

(Nie)Skończona historia …

Jak to dobrze, że skończył się już
Ten podły dzień, co mi Cię zabrał
Ciężko było tak po prostu przyjść
I usłyszeć, że dla Ciebie umarłem

A teraz zamknij oczy swe
Dotknij tak jak tylko mnie
Nie bój się, to tylko sen
W sen nie trzeba wierzyć
Zobacz – teraz jestem tu
Cały z Tobą, cały Twój
Dobrze, pójdę już, lecz gdzie – nie wiem
Choć noc, choć mrok – dla nas wszystko już jasne
Więc jak mam spać, kiedy wiem, że nie zaśniesz

Wiem, że trudno jest uwierzyć
Jak łatwo się stać tylko wspomnieniem
Ty nie przyszłaś też, zbyt ciężko jest
Usłyszeć, że dla mnie Cię nie ma

A teraz zamknij oczy swe
Dotknij tak jak tylko mnie
Nie bój się, to tylko sen
W sen nie trzeba wierzyć
Zobacz – teraz jestem tu
Cały z Tobą, cały Twój

Dobrze, pójdę już, lecz gdzie – nie wiem
Choć noc, choć mrok – dla nas wszystko już jasne
Więc jak mam spać, kiedy wiem, że nie zaśniesz

I have spread my dreams under your feet. Tread softly because you tread on my dreams …

Moja własna legenda …

Opowiadałeś mi wiele o snach, o starym królu, o skarbie. Opowiadałeś mi też o znakach. Teraz nie obawiam się już niczego, bo znaki te przywiodły cię do mnie. Jestem częścią twoich marzeń i twojej własnej legendy …. Dlatego pragnę abyś podążał dalej ku temu czego szukasz. Tym lepiej jeśli przyjdzie ci poczekać do końca wojny, ale jeśli musisz wyruszyć zaraz , to idź śladem twojej legendy. Wydmy zmieniają kształt na wietrze, jednak pustynia pozostaje taka sama (…)  kimkolwiek jesteś, cokolwiek robisz, jeśli naprawdę z całych sił czegoś pragniesz, znaczy to, że pragnienie owo zrodziło się w Duszy Wszechświata. I spełnienie tego pragnienia, to Twoja misja na Ziemi…

Jakiś czas temu zastanawiałem się jak wielu ludzi miało dotychczas wpływ na moje życie i na decyzje jakie podejmowałem. Uważałem zawsze, że nigdy nic nie dzieje się samo z siebie ot tak poprostu bez przyczyny.  Efekt motyla ? Być może. Tak przynajmniej to widzę z perspektywy ostatnich kilku lat. Nie inaczej było i tym razem. W pewien sposób przypadkiem, ale też i przez czyjąś niedawną sugestię zerknąłem do internetu wpisując w googlach „fotoreporter studia fotograficzne”. Cóż pierwszego wyskoczyło ku mojemu zaskoczeniu? Uniwersytet Wrocławski i … Instytut Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej ze specjalizacją fotografia dziennikarska, reklamowa i artystyczna. Pospiesznie kliknąłem i poczułem jak z minuty na minutę moje serce zoraz mocniej i wyraźniej bije. Zacząłem przeglądać podstrony i znalazłem informację, że wkrótce odbędzie się drugi nabór na zaoczne studia licencjackie. Nie wiem czy już w tamtej chwili wiedziałem, że to właśnie to, ale pamiętam jak dziś, że nie spałem kilka następnych godzin, bo w głowie miałem tylko jedną myśl.

Starałem się znaleźć coś innego w innym mieście. Wcześniej dostałem się na ASP w Poznaniu, ale zrobiłem to bardziej by sprawdzić samego siebie niż faktycznie podjąć te bardzo drogie studia. Tym bardziej, że do Poznania nic innego mnie nie ciągnęło. Nigdzie nie ma fotografii, a jeśli już to pozostawały same ASP i różnego rodzaju szkoły policealne. Wydawało się, że ta specjalizacja to idealny kierunek dla mnie niezbyt wąsko ukierunkowana fotografia lecz wręcz przeciwnie szeroka zarówno strona artystyczna, reklamowa jak i typowo dziennikarska. Kierunek marzenie :)

Nowe studia nowy kierunek nowe miejsce i nowi ludzie. Oczywiście to wszystko wiąże się z wydatkami i ogromem pracy i poświęceń, ale znam siebie na tyle i znam swoje możliwości i wiedziałem, że jeśli będę chciał to podołam tym bardziej, że zrobiłem to z pasji , a nie z wyrachowania zawodowego. Decyzja była szybka chodź naprawdę przemyślana. Zebrałem dokumenty, opłaciłem rekrutację i wysłałem dokumenty do Kamili, która też zdecydowała się na ten kierunek.

Z prawa nie zrezygnowałem – ambicja mi na to nie pozwala, a po drugie lubię prawo tylko nie mam już takiego zacięcia do tych wszystkich przepisów, dokumentów i całej biurokracji. Zresztą tak naprawdę jeśli skończyłbym wkońcu prawo i w przyszłości dziennikarstwo to miałbym naprawdę kawał dobrego dokumentu w ręku. Tak wogóle marzy mi się coraz częściej jakaś praca naukowa w dziedzinach sztuki, dziennikarstwa, kultury i profilaktyki społecznej też. Takie lekkie poplątanie wszystkich dziedzin, z którymi stykam się na codzień. Aktualnie wszystkim tym po trochu się zajmuję i to pozwala mi w pewien sposób kreować swoją ścieżkę i to czym w przyszłości chciałbym się zajmować. Pomoc społeczna pozwala mi poznawać mnóstwo ludzi i ich problemów, rozwiązywać je na tyle na ile jako pracownicy socjalni mamy możliwość. Niestety toniemy w papierach, dokumentach i w coraz większej ilości róźnych dodatkowych spraw i to irytuje wręcz nie pozwala na rozwijanie siebie i swoich praktyk, warsztatu typowo w zakresie pomagania, bo poprostu nie ma na to wszystko czasu.

Od kilku tygodni publikowane są moje artykuły w „Dzienniku stargardzkim”. Zrozumiałem niedawno jak wielką siłą jest dziennikarstwo i możliwość publikowania swoich myśli i kreowania w pewien sposób obrazu otaczającej nas rzeczywistości. Nie nawiązałem kontaktu z gazetą tylko w celu zaliczenia praktyk, ale też z możliwości  ukazania problemów z jakimi borykają się pracownicy pomocy społecznej, jakie podejmują działania i jakie mają pomysły. To dla mnie spełnienie swojej pasji poprzez połączenie zainteresowań społecznych, fotograficznych, dziennikarskich i też nie ukrywajmy niesamowita frajda, że moje zdjęcia, mój tekst jest gdzieś publikowany. To miłe gdy ktoś pisze smsa „słuchaj czy Ty piszesz do dziennika?”. Niby nic lokalna gazeta, a jednak to coś niezwykle miłego.

Wracając do samego dziennikarstwa. Nigdy nie myślałem o takim kierunku, ale może to dlatego, że nie miałem takiego dużego doświadczenia w tym wszystkim o czym wspomniałem wcześniej. Myślę, że człowiek nie powinien podejmować tak ważnych decyzji jak wybór szkoły mając 16, czy nawet 20 lat. Ja nie żałuję tego kim jestem, bo lubię swoją pracę zdobyłem niezwykłe doświadczenie i dzięki temu inaczej teraz mogę postrzegać świat. Mam jednak świadomość, że prawo wybrałem bardziej z prestiżu niż prawdziwej pasji. Zawsze miałem ciągoty do pracy z ludzmi może to troszkę przez mój charakter, sposób bycia i żywiołowe uosobienie, które niektórzy nazywają ADHD :P . Tak, czy inaczej cieszę się bardzo, że poszerzam swój warsztat o zupełnie nowe dziedziny. Myślę, że korzyść z tego będę miał i ja i mój każdy pracodawca.

Wielkimi krokami zbliżają się wybory samorządowe. Widać już coraz większe poruszenie nie tylko w mojej pracy, ale i w całej gminie. To też nowe doświadczenie, bo troszkę mam namiastkę  z PR i przygotowywaniem choćby zdjęć do ulotek. I po raz kolejny muszę stwierdzić, że zdecydowanie polityka nie jest dla mnie. Jest zbyt okrutna i niewdzięczna. Jestem zbyt wrażliwy i szybko bym wysiadł psychicznie. Zwłaszcza gdy widzi się ile w ludziach jest zawiści, złośliwości i przede wszystkim fałszywości. To zniechęca.

Trochę się przy okazji pochwalę. Nie tylko w ulotkach mojego wójta bedą zdjęcia mojego autorstwa, ale też w dwóch publikacjach: „Zachodniopomorskie. Eko-Polska. Gospodarczy partner w Europie.” oraz w informatorze turystycznym na 2011 rok Zachodniopomorskiej Agencji Rozwoju Turystyki w Szczecinie. Jak tylko dostanę ostateczną wersje projektów to umieszczę je na blogu. Mój narcyzm się odzywa, ale wkońcu to mój blog mogę się chwalić ile wlezie :) .

Jeszcze zanim na dobre przyjęli mnie i Kamilę na studia to mieliśmy już nawiązane pierwsze znajomości an NK, na której profil ponownie założyłem tylko ze względu an szkołę właśnie. Dodatkowo zalogowaliśmy się na forum uniwersyteckim i wspólnie ustaliliśmy termin pierwszego spotkania integracyjnego ^^. Tłumów na forach nie było, ale  legendarna już ”demolka” zdołała narobić małego zamieszania. BTW poszukiwania anonimowej demolki trwają do dnia dzisiejszego.

Oczywiście ja jak to ja zaspałem na pociąg i musiałem pakować się w locie i nie powiem zdążyłem i nawet całkiem sprawnie mi to wszystko przebiegło. Podróż spędziliśmy na rozmowie i zapoznaniu miłej pani podróżniczki – studentki. Gdy już ponarzekaliśmy na życie i ludzi ^^ i dotrwaliśmy do końca niezbyt długiej podróży do Wrocławia to mogliśmy wkońcu opuścić lokal naszej wspaniałej PKP. Wrocław przywitał nas swoim studenckim klimatem i pełną słońca  pogodą.

Niedługo potem trafiliśmy do naszej bazy noclegowej – hostelu turystycznego „TRIO”, który jest godny polecenia, ponieważ jest blisko – raptem 800m od Rynku, jest tam czysto, ładnie i przede wszystkim tanio w sam raz na studencką kieszeń. Po zakwaterowaniu udaliśmy się spacerkiem na Rynek i tam zostałem miło zaskoczony, ponieważ przyznam się szczerze za pierwszym razem – ponad 4 lata temu widziałem raptem skrawek rynku i to tuż po sylwestrowej nocy i wtedy wrażenia dobrego nie miałem. Duży ładny kolorowy rynek z pięknymi kamienicami i ratuszem. Coś wspaniałego dla miłośnika zabytków i sztuki. Ciekawa fontanna, która pomimo nowoczesnego designu wcale nie odbiega od ogólnej kompozycji starej części rynku.

Po wykonaniu kilkunastu zdjęć wkońcu trafiliśmy na wrocławskie sukiennice gdzie  w pobliżu mieliśmy umówione miejsce spotkania z grupką. Sztudenty ^^ już tam byli i od pierwszego momentu poczułem się już częścią tej grupki. Pozytywni ludzie – pomyślałem. I wcale się nie myliłem. Po szybkim zapoznaniu udaliśmy się wszyscy razem na Joliot Curie gdzie znajduje się nasz instytut. Powiem szczerze to naprawdę elegencki i nowoczesny budynek z pełnym zapleczem i już po kilku godzinach spędzonych na tej uczelni widzę, że będzie się tam naprawdę miło przebywało.

 

W piątek „imumeno” ^^ ( immatrykulacja ) i uroczyste przemówienie pani dyrektor instytutu oraz wręczenie indeksiorów z przezabawnym zbieraniem po 4zł za indeks (sic!). Płacimy kupe kasy za studia i jeszcze zbierają grosze za indeks i legitymację. Wstyd ! Tak czy inaczej było zabawnie. Szał dzikich ciał robiła Madzia Futerko nasza gwiazda tv i kandydatka na starościnę roku ^^. Po „imumeno” ^^ udaliśmy się w celu realizowania tradycji studenckiej. Mianowicie odwiedziliśmy kilka pubów „Szuflandię”, czy jakoś tak ^^ oraz „Marakesz”, ale tak naprawdę zaszaleliśmy w „Przeciągu”. Sex on the dance floor to mało powiedziane ^^ … i tak do środka nocy.

Poranek kojota. Sobota after party. Kamilka uciekła na zajęcia a sajmon odsypiał ^^. Wstyd się przyznać, ale pierwsze zajęcia, a mnie już nie było. Wiele nie straciłem, ale do sql trafiłem o 15. Zastałem ciekawy wykład z socjologii, a później arcyciekawe obowiązkowe szkolenie z zakresu BHP :D . Było śmiechowo czego efektem jest kilka ukazanych owych zdjęć. Wygrał i tak Radzisław zwany „Tenczom”, który ów swój talent fotograficzny zademonstrował wykonując na owym szkoleniu zdjęcie z włączonym flashem zresztą niechcący i ku uradowaniu pozostałych żaków. Niewątpliwie mniej uradowana była pani prowadząca szkolenie.

Po zajeciach spacerek przepięknym Ostrowem Tumskim i Rynkiem. Byłem oczarowany tym niesamowitym klimatem Ostrowa. Puste uliczki i zakątki pełne magicznego wdzięku świateł. Wieczór zwierzeń i nostalgicznych słów. I ten most pełen kłódek. Niczym w Pradze, ale jakby w wielokrotnym pomnożeniu. Chwila zadumy i myśli skierowanych niedaleko w przeszłość…

Późnym wieczorkiem już w mniejszym gronie udaliśmy się do „Graciarni” pełnej uroku knajpki zagraconej – zresztą w moim stylu – niepotrzebnymi nikomu starociami. W nocnych rozmowach nad piwem i świecami zleciał nam miło czas po czym udaliśmy się ku swoim komnatom. Nocne rozmowy z Kamilą powiedzmy, że lekko się przeciągnęły, aż do 5 rano ^^ czego efektem była nasza per absentia na porannych zajęciach.

Niedziela – dzień trzeci łostatni. Magiczny dzień, a właściwie magiczna data z samymi dziesiątkami. 10-10-2010 godzina 10:10, a jej efektem jest zdjęcie poniżej, które zrobiłem z braku pomysłu, ale i z pewnej potrzeby. To taki „Sens nie wyznanych słów … ” lub raczej bezsens wyznanych zupełnie niepotrzebnie. Teraz właściwie to bez znaczenia. Słowa to i tak tylko słowa chodź czasami piękne to mogą być czymś najgorszym – pięknym kłamstwem…

W pewien sposób bałem się jechać do tego miasta. Gdy czytam mój wpis z okresu gdy wróciłem pierwszy raz z Pragi to jestem, aż zdumiony jak wielce się wtedy pomyliłem i jak uwierzyłem w złudzenia. Naiwnie jak dziecko … Miałem teraz momenty gdy uciekałem myślami daleko – Kamilo tak słuchałem Cię ^^. Przez te ułamki sekund wyobrażałem sobie jak blisko, a zarazem daleko jestem od tego co było dla mnie tak bardzo ważne. Przechodziłem ulicami i czasami zerkałem na ludzi, czy gdzieś w tłumie nie wyłoni się znajoma twarz. Czułem się tak jak dotychczas czułem sie w moim samotnym już Krakowie. To kiedyś przejdzie. Podobno czas goi rany…

Zdjęcia w windach to już pomału nasza taka mała tradycja. Tym razem zdjęcie w windzie instytutu tuż przed niedzielnymi zajęciami. Tego dnia zreszta mieliśmy najfajniejsze zajęcia z warsztatu dziennikarskiego i kultury języka polskiego. Podczas imumeno zapowiadano, że nacisk na tej uczelni głównie ukierunkowany jest na stronę praktyczną dziennikarstwa i mało jest stricte typowej wiedzy książkowej. Już w tym semestrze zaczynamy ćwiczenia i już po pierwszych bardzo mi się ta forma kształcenia podoba. KJP to poprostu zajęcia z poprawnej polszczyzny, a warsztat dziennikarski ma nam pokazać czym jest dziennikarstwo od zaplecza. Zajęcia i sam klimat uczelni jest niesamowicie fajny i zupełnie inny niż dotychczas mi znane.

I love Wrocław. Wrocław miastem spotkań. Coś w tym jest. Te miasto kusi i nęci – nęci i kusi. Ma niezwykły klimat – inny niż Szczecin i co najważniejsze Wrocław jest poprostu ładnym miastem. Mieszanką stylów i architektury przy czym bardzo przestrzennym z mnóstwem zieleni. Dla mnie kiedyś zupełnie anonimowe miejsce teraz bliskie może jeszcze nie sercu, ale bardzo sentymentalnie już dla mnie istniejące w świadomości bycia. Tam zaczął się i skończył najpiękniejszy weekend mojego życia :) . Tam drugi raz zdarzyło mi się coś niezwykłego z kimś kiedyś bliskim. Znalazłem wczoraj fajny cytat z „Alchemika” Coelho, którego wcześniej nie znałem: [...] wszystko, co zdarza się raz, może już nie przydarzyć się nigdy więcej, ale to, co zdarza się dwa razy, zdarzy się na pewno i trzeci.

Może kiedyś jakimś cudem wydarzy się coś po raz trzeci. Eh znowu na złudzenia tracę czas …

„I kiedy czegoś gorąco pragniesz, to cały wszechświat sprzyja potajemnie twojemu pragnieniu… „

The Meerkats Band

Jak już zapewne wiecie od prawie już roku chwytam sobie w wolnej chwili za mikrofon i cos tam podśpiewuję no przynajmniej staram się to robić :) . Niedawno też byłem na zlocie ISING, o którym pisałem w poprzednim wpisie. No więc na tym zlocie pojawił się pomysł  naszej isingowej ekipy na stworzenie mini zespołu. Z uwagi na fakt, że już wcześniej Fiszeros ochrzcił naszą małą ekipę Surykatkami to stało się faktem, że powstanie nowego oszałamiającego zespołu na polskiej scenie muzycznej THE MEERKATS BAND po naszemu SURYKATKI pozostało tylko kwestią czasu.

Zlot okazał się znakomitą okazją na poznanie wspaniałych ludzi. Moja ekipa surykatek to łącznie ze mną sześć osób: Kasia WHISPER, Andrzej AANNDDRREEWW, Kamila ALTOWKA, Michał FISHER, Natalka VERIN i ja SIMONYOURANGEL. Pozwolę sobie poniżej zacytować tekst napisany przez Fiszerosa – oficjalna informacja o zespole z MySpace, YT itd.

THE MEERKATS BAND, czyli….

Natalia  http://ising.pl/profil/verin
Andrzej  http://ising.pl/profil/aannddrreeww
Kasia  http://ising.pl/profil/whisper
Szymon  http://ising.pl/profil/simonyourangel
Michał  http://ising.pl/profil/fisher
Kamila  http://ising.pl/profil/altowka

Formacja THE MEERKATS BAND powstała na początku sierpnia 2010 w Krakowie i składa się z trzech wokalistek – Kamili, Kasi i Natalii oraz trzech wokalistów – Andrzeja, Michała i Szymona. TMB nie posiadają obecnie żadnego albumu, aczkolwiek trwają intensywne prace nad nim…

7 sierpnia 2010 roku w Krakowie, TMB wystąpili przed większą publicznością podczas II Nieoficjalnego Zlotu iSing, gdzie nie zdobyli żadnej rzeczowej nagrody, jednak zdobyli nowe przyjaźnie, wrażenia oraz przeżycia.

>>> dołącz do grupy THE MEERKATS BAND na FACEBOOK`U <<<
–> http://www.facebook.com/pages/The-Meerkats-Band/144337802267215

Zdjęcia w/w nie są mojego autorstwa :) , ale pozwoliłem sobie je dodać jako elemnt promocji naszej trasy koncertowej hehe :P . Od lewej na górze: ja :P , Endrju, Fiszeros, a poniżej od lewej Kamilka, Volverin i Kejtol. Prosi się członków zespołu o pozostawienie wpisu w komentarzykach :P prosze się ładnie przywitać z czytelnikami.

Wkrótce udowodnimy, że pomimo dzielących nas kilometrów potrafimy stworzyć coś niezwykłego i wspólnego zresztą już tego namiastki można posłuchać i zobaczyć na naszym koncie na ISING :) . Link poniżej zapraszamy.

http://ising.pl/profil/themeerkatsband

Tak się bawi tak się bawi ISING ISING !!!

ISING to w skrócie nic innego jak magiczny portal gdzie zakłada sie konto i można sobie pośpiewać. Coś w stylu karaoke tyle, że w domku przed komputerem. Pewnego tegorocznego styczniowego wieczoru dostałem od Kizi Mizi linka pewnego gostka, który się giął niemiłosiernie przed kamerką z mikrofonem i wyginając się starał się coś odśpiewać. Z zaciekawieniem zacząłem przesłuchiwać kolejne linki i lukać na profile ludzików. Kizia to wiecznie śpiewa^^ (tzn. stara się) więc prędko przymusiła mnie niejako do odśpiewania „Piosenki księżycowej” no i stało sie sajmon zadebiutował. Dziś po kilku dobrych miesiącach mam juz ponad 120 utworków w swoim dorobku ^^ nieźle prawda ? :P

Entuzjazm śpiewania i coraz to nowsze nagrania na ISING-u sprawiły, że nawiązałem bardzo dużo nowych znajomości praktycznie z ludzikami z każdej części Polski i również z zagranicy. Jest w tym wszystkim pewien fenomen, ponieważ ja gdy byłem w naprawdę kryzysowym momencie dzięki Kizi trochę przypadkowo odnalazłem coś co mi strasznie wtedy pomogło. Łapałem za mikrofon i śpiewałem na tyle na ile wtedy potrafiłem. Komentarze użytkowników dodawały mi wtedy niesamowitej wiary. Poznani ludzie zawsze symaptyczni i mili potrafili sprawić, że gdzieś tam pojawiał się uśmiech. To wszystko doprowadziło do tego, że gdy nie pojechałem na I Nieoficjalny Zlot Ising w Warszawie strasznie tego później żałowałem.

Jednak co się odwlecze to nie uciecze. Poznałem Endrju, który już wcześniej namawiał mnie na pierwszy zlot. Poznałem Kejti i Fiszerosa, z którymi „romansowałem” w komentarzach xD no i którejś musicalowej nocy poznałem Altóweczkę. To ona sprawiła, że zacząłem bardziej się przykładać do śpiewania i że zaczęło mi to sprawiać coraz większą radość. Odśpiewaliśmy kilka musicalowych duetów i tak od kroku do kroku zrodził się pomysł wspólnego wyjazdu na zlot w Krakowie.

Gdy już narodził się pomysł bardzo szybko okazało się, że grupkę praktycznie mamy gotową. Wiadome było, że jedziemy wszyscy razem i tylko trzeba kogoś dobrać do naszego dream-team’u. Konferencje, panika Endrju, moje spontaniczne i spokojne załatwianie formalności, małe kłopoty mieszkaniowe ^^ i niezdecydowanie niektórych współlokatorów dodawały tylko smaczku naszej wyprawie.  Wkońcu „nadszedł czas…” i spotkaliśmy się z Kamilą i Andrzejem w pociągu, a reszta ekipy wyruszyła ze swoich miast i miasteczek w kierunku Krakowa. Kolejna niespodzianka, ponieważ pomimo  pierwszego spotkania „na żywo” wcale nie odczuwałem jakiejkolwiek bariery. Odrazu przełamaliśmy wszystkie stereotypy i przeszkody i tak zleciała nam podróż. Trochę pospałem fakt ^^, ale ciiii.

Miałem dziwne uczucie, ponieważ kolejny raz ruszałem do Krakowa już w zupełnie innej sytuacji niż przed rokiem. Równo rok wcześniej byłem tam w innej sytuacji i wciąż nie potrafiłem spojżeć na Kraków w inny sposób niż dotychczas. Jednak byłem przepełniony optymizmem z Pragi i czułem, że to zupełnie nowy rozdział w moim życiu. Kraków jak zwykle wprawił mnie w zachwyt. Odbywał się akurat w tym czasie XXIII Międzynarodowe Pokazy Sardany i Zespołów Folklorystycznych i trafiliśmy akurat na piękny przemarsz rynkiem grup w ramach Katalońskiego Święta.

 

Wkońcu dotarliśmy do „Trzech Kawek” naszego hostelu. Pokój ładny duży, ale bez luksusów. Polecam ten hostelik, ale uważajcie na recepcji gdy dokonujecie rezerwacji on-line. Mieliśmy małe kłopoty z zaliczką i rezerwacją, ale wkońcu udało się wszystko załatwić. Po rozpakowaniu i zajęciu swoich łóżeczek wyruszyliśmy po Whisper, Verin i Fishera. O ile Kejti i Volverina szybko się odnalazły o tyle poszukiwania Fiszerosa trwały ^^. Wkońcu całą i zwartą ekipą wyruszyliśmy ponownie do hosteliku. Tam nastąpiło owe przywitanie:

 

Po przywitaniowym wstępie uszykowani, wypachnieni ruszyliśmy poprzez piękny Kraków do naszej restauracji „Ester” na Kazmierzu. I znowu poczułem się dziwnie gdy wędrowałem tymi uliczkami znajomymi. Zastanawiałem się, czy nadal wiszą tam te same trampki nad uliczką przy Synagodze… Standardowo wędrowałem z aparatem więc i ciągnąłem ogony zabezpieczając tyły mojej isingowej grupki. Po wejściu do restauracji odrazu zostaliśmy „oznakowani” identyfikatorami i przymuszeni niejako do prowadzonego już rozśpiewania męskiej ekipy. Coś tam pośpiewałem:P i po dłuższej chwili mogliśmy już zasiąść do stołów. Lokal malutki, ale niezwykle przyjemny. Rozpoczął się koncert użytkowników portalu ISING. Lista była długa i repertuar różnorodny więc każde wykonanie było owacyjnie witane. Kamilka wykonała niesamwity utwór Edyty Gepert „Jaka róża taki cierń” czym wprawiła w zachwyt całą salę. Kejti i Verin dały nie mniejsze szoł, a Endrju miał chyba najdłuższy utwór na całej imprezie :) . Niesamowity pokaz siły i charakteru na scenie dała Sza… w życiu nie widziałem tak energicznego wykonania „Winnej”  z repertuaru Agnieszki Chylińskiej.

Wkońcu nadszedł nasz czas… nasz tzn. Altówki i mój :) . Od dłuższego czasu planowaliśmy zrobić małe szoł na tym zlocie i zaśpiewać wspólnie. Uznaliśmy, że „Na orbicie serc” z musicalu „Taniec wampirów” będzie idealnym utworkiem do zaprezentowania. Mój szalony pomysł o przebraniu się za wampira i księżniczkę szybko został entuzjastycznie zaakceptowany przez Kamilę. Nie zdradzając prawie nikomu anszej słodkiej tajemnicy przygotowaliśmy się do naszego występu. Kamilka wykonała stroje dla mnie i dla siebie i jak widać na poniższym filmiku wraz z Kejti zajęła się solidnie moim make – up’em.

Trzeba wspomnieć o ważnej roli naszej charakteryzatorki i menagerki Kejti vel Whisper :) . Zrobiła mnie na drag queen i w pełni zadowolona wspierała mnie tuż przed występem. Sam występ ^^ no cóż z nerwów i tremy mało pamiętam. Zostały mi odebrane oczy :P było ciemno i musiałem improwizować przy odczytywaniu tekstu, którego praktycznie nie widziałem. Ponadto to był mój debiut z mikrofonem :) i nie spodziewałem się, że nie będę się wogóle słyszał. Więc nie miałem wyjścia musiałem grać. Jeszcze trafił mi się na początku felerny mikrofon, ale jakoś poszło i dostaliśmy duże owacje i symboliczne płomyki z zapalniczek. Już wiele razy dziękowałem Kamili za to wszystko, ale zrobię to jeszcze raz. Dziękuję Ci :* to było niesamowite uczucie i zaszczyt, że mogłem z Tobą zaśpiewać (czyt. próbować zaśpiewać ^^).

Po naszym występie najpierw musiałem ochłonąć i doprowadzić się do wyglądu. Pomijam fakt, że nie mieliśmy mleczka do demakijażu :P . Na pomoc przybyła kochana Volverina, która doprowadziła moją twarz do używalności :P za co odwdzięczyć się próbowałem w tańcu :) . Koncert trwał i zabawa się rozkręcała coraz bardziej. Fiszeros odstawił też swoje szoł i cała ansza grupka w pełni zadowolona raczyła się orzeszkami, paluszkami i łalkoholem ^^. Tańce, hulańce i swawole trwały, a czas płynął niubłagalnie do końca pierwszej części imprezy. Odstawiliśmy pokaz tańca wywijańca z elementami godowymi i figur rodem z „Dirty dancing”. Na koniec koncertu jeszcze wspólne odśpiewanie piosenki zlotowej, krótkie podsumowanie, podziękowania, zdjęcia i marsz do klubu „Loch Ness”.

Do „Loch nessa” nie wszyscy już z nami się udali, ale impreza była też przednia. Coprawda lokal niespecjalny, mroczny, pełen panów w dresach podskakujących w rytm „Boysów”, ale nam nic tej nocy nie przeszkadzało. Parkiet był już znacznie większy więc wraz z Kamilką i Nati ruszyliśmy w tango argentina. Ahh przyznaję byłem w swoim żywiole mimo okropnego bólu kolana dzielnie oddawałem się urokom hulaszczego życia.

Gdzieś tam momentami uciekałem myślami do Pragi. Zatęskniłem i pierwszy raz od lat pozwoliłem sobie na okazanie uczuć mimo, że na odległość to jednak uczuć szczerych. Troche byłem skołowany, ale starałem się nie rozmyślać i bawić się dalej. Nad ranem postanowiliśmy zwijać żagle i wracać do hostelu. Tam nas miała czekać jeszcze mała imprezka u sąsiadów :) . Po drodze zachciało nam się jeść więc sajmon opędzlował kabanosy z koniny mniam. Jednak gdy dotarliśmy do hostelu już prawie świtało, a nasze nocne rozmowy przeciągały się i wkońcu po kolei każdy z nas odpływał  w niebiańskim śnie. Aha. Tak apropo zostałem lekko zmolestowany mrrrr, ale to cała przyjemność po mojej stronie była więc skarżył się nie będę :) . Furorę przed snem zrobiły jeszcze moje zielone bokserki. Po tym żywiołowym jak na ową porę nocnym pożegnaniu usneliśmy w ekspresowym tempie.

Poranna dyskusja kto idzie po bułki doprowadziła do tego, że śniadanka nie zjedliśmy :P . Popakowaliśmy manatki i ruszyliśmy w strone rynku. W międzyczasie pożegnaliśmy się z sąsiadami i w pełni zadowoleni i wypoczęci postanowiliśmy zawitać w celu konsumpcji legendarnego już kebaba gdzieś w okolice Starego Miasta. Niestety czas nam nie pozwolił już na jedzonko więc porobiliśmy ostatnie fotki przy Pomniku Grunwaldzkim i ruszyliśmy w stronę PKP.

Pożegnania nadszedł czas… To też niesamowite, że właściwie znaliśmy się dotychczas tylko z relacji typowo internetowych, spotkaliśmy się pierwszy raz w życiu i nawiązaliśmy nić przyjaźni. Przez te kilkanaście godzin skonsolidowała nam się grupka kilku dotychczas obcych sobie osób, które połączyła pasja i zabawa. Nieważne, czy każdy z nas ma talent :) dla nas liczy się świetna zabawa i to co łączy, a nie dzieli. Staliśmy tak na peronie i czuliśmy, że za chwilę już każdy wróci do swojego domu. Coś się kończyło, ale mam nadzieję i przeczucie, że zaczęło się w pamiętny sierpniowy weekend coś nowego i niezwykłego :) .

 Jeszcze kilka słów na zakończenie tego wpisu. Dziękuję pomysłodawcom i organizatorom zlotu. Zwłaszcza Wisience, która jest takim dobrym duchem tego portalu. Dziekuję też wszystkim, którzy uczestniczyli w tym zlocie. Nie będę wszystkich wymieniał, bo nie chciałbym kogoś pominąć :) . Zlot był niesamowity i mam andzieję, że wkrótce spotkamy sie ponownie. Ps. tym gostkiem co się giął, o którym pisze na początku był jak się później okazało wojtasiński, którego pozdrawiam :D .

Osobne szczególne podziękowania kieruję do moich surykatek – współlokatorów ^^. Verin cieszę się, że mogłem Cię poznać, że mi towarzyszyłaś w tańcu i spacerku :P , dziękuję za demakijaż i drapańsko po brzuszku ^^. Kejti charakteryzatorko moja Ty droga następnym razem śpisz ze mna ^^ i oczekuję masowanka po moim tatuażu :P . Endrju sąsiedzie drogi xD dzięki za namawianie mnie na ten i poprzedni zlot widzisz wkońcu Cię zaskoczyłem i pojechałem. Fiszuś :D co z tym kebabem czuję się zniesmaczony i rozczarowany brakiem takowego jadła na naszym stole :D . Kamilkooo cóż Tobie już dziekowałem i dziękuję nadal zwłaszcza za duety i rozmowę podczas powrotu do domu. potrzebowałem się wygadać. Aha i pozdrów moją – Twoją – nasza Jolę :) .

 Cóż II NIEOFICJALNY ZLOT ISING można uznać za zamknięty :) . Jestem naładowany pozytywną energią i entuzjazmem. Najpierw cudowna Praga teraz cudowny Kraków i czuję, że wszystko znowu nabiera sensu. Czuję, że coś się zaczyna odradzać i budować na nowo. Lubię czuć się szczęśliwym :) i niech tak juz pozostanie.

Zacytuję Kamilkę w tym miejscu i jej słowa z bloga: „nie da się wszystkiego opisać, nie da się wszystkiego spamiętać. Najlepsze rozwiązanie? Jak najszybciej to powtórzyć:)”.

Niebawem urlop i znowu Praga :) . Carpe diem Simon…

Więcej zdjęć i filmów znajdziecie w galerii i na moim koncie na YouTube :) .

Czas nie goi ran…

Dziś mija rok gdy ostatni raz się widzieliśmy jako para. Dawno i niedawno. Nie wiem, czy kiedykolwiek to przeczytasz, ale to nic niech to będzie takie moje pożegnanie i zamknięcie tego na zawsze. Kochałem to Twoje „mrau i te gwiazdki”. Może i było to dziecinne, ale mi sprawiało radość. To przykre, że kontakt nam się urwał i to właśnie w taki, a nie inny sposób. Nigdy nie sądziłem, że dojdzie do takiej sytuacji. Kochałem Cię z całego serca, ale na swój własny sposób. Zupełnie inny niż kiedykolwiek. Nie byłaś miłością mojego życia, ale nigdy też Cię nie zapomnę, bo wniosłaś do mojego życia bardzo wiele, fotografię, konie, Kraków… Niby drobnostki, ale właśnie takie coś człowiek pamięta najbardziej. I to pozostanie w moim sercu na zawsze.

Nie miałaś racji. Nie każda miłość jest pierwsza. Każda miłość jest inna. Najpiękniejsza ta pierwsza najszczersza. Kolejne sa tylko pochodnymi przeszłości. Oglądaniem się ciągle wstecz za siebie… Bezpośrednio nigdy tego nie robiłem, ale nieświadomie sercem byłem zawsze i tak gdzie indziej. Wiem, że to może boleć … Mnie tez długo bolało. I przepraszam Cię za to.

Kochaj go inaczej niż mnie, bo każdy człowiek zasługuje na szczęście… szczęście w miłości. Bo bycie szczęśliwym to szczyt człowieczeństwa. Do pewnego czasu wierzyłaś we mnie i byłaś gotowa dla mnie zrobić wiele. Wiem o tym i dziękuję. Ja potrzebowałem tylko Twojego serca i niczego więcej. Wiary, że możesz być moim szczęściem… I chodź wiedziałem, że to tylko Twoje słowa bez pokrycia to po cichu wierzyłem, że kiedyś wkońcu zapomnę o przeszłości i zbuduję przyszłość z Tobą. Nie udało sie. Niestety, a może i stety. Żałuję jednej decyzji sprzed dwóch lat, którą podjąłem grudniowej nocy ufając Ci, że mnie nie oszukasz. Zrezygnowałem wtedy z miłości mojego życia. Nie odszedłem mimo, że serce mi pękało z rozdarcia i dziś żałuję, bo nie poszedłem za głosem serca…

Dziś wkońcu czuję się wolny. Po tylu miesiącach udało mi sie odzyskać nadzieję na moje szczęście. Może ślepo i naiwnie znowu na złudzenia tracę czas… Tego jeszcze nie wiem. Wiem tylko, że tym razem pójde za głosem serca. Jeśli się pomylę to wiem, że całkiem stracę wiarę w miłość, szczęście i z rozpaczy pęknie mi serce…

Nie pozostaje mi nic innego jak tylko powiedzieć dziękuję i przepraszam za miłość mą. „Bon voyage” – miłej podróży, podróży przez życie. 3maj się cieplutko i do zobaczenia w lepszym świecie …

„Poezje są jak miłość

miłość jak kwiat maku – piękna, złudna.

Brudzi palce po troszeczku.

Nie ma kwiatu nie ma wiersza.

Miłość była, ale pierzchła…

 

Praga, uhorek i powrót do przeszłości.

Most Karola – Karluv Most w Pradze. Według legendy, człowiekowi, któremu uda się położyć rękę na krzyżu w ten sposób, żeby każdy palec dotykał jednej z gwiazd, spełni się życzenie. Tego życzenia nikt nie może poznać. Moje w pewien sposób już się spełniło. Obudziło się we mnie coś co myślałem, że umarło…

Właściwie wcześniej nie planowałem, ani podróży do Pragi, ani w inne miejsce gdzieś w Czechach. Pomysł zrodził się nagle, trochę spontanicznie i nie do końca wierzyłem, że się uda. Tym bardziej w takich okolicznościach i w takim towarzystwie. Step by step dzień po dniu udało się dopiąć wszystko na ostatni guzik chociaż przyznaję nie obyło sie bez komplikacji najpierw z terminem później też z dniem wyjazdu ^^, ale usprawiedliwieniem dla mnie jest oczywiście mój ogólnie znany pracoholizm :D . Na szczęście wszystko się udało i nawet moja nowa antenka samochodowa SIRIO ML 145 doszła tuż przed samym wyjazdem. DHL jednak mnie kocha :D . Chyba jedyna firma kurierska, która się wyrobiła w terminie w mojej dotychczasowej „karierze allegrowiczowej”.

Tak, czy inaczej kilka słów o samym wyjeździe. Wyprawa miała miec charakter turystyczno -fotograficzno – radiowy. Ambitne plany pracy jako OK/SP1RFC na 10m legły w gruzach raz z braku warunków propagacyjnych i lenistwa, a dwa, że szkoda było marnować czasu przy radiu skoro wokół było tyle atrakcji.

Najpierw jednak zanim trafiliśmy do Pragi zabawiliśmy na baletach we Wrocławiu. Samo miasto bardzo duże wręcz rozciągnięte centrum robi wrażenie. Wrocław to nie Szczecin tutaj życie tętni nawet w nocy. Oczywiście nie obyło się bez nocnej ekskapady na balety ^^. Wrocławska brama Pasażu Niepolda  i zagłębie studenckiej rozpusty mmmm i te wijące się sztudentki na parkiecie tylko powiem szczerze gabarytowo dorodniejsze niż nasze lokalne szczecińskie koleżanki :P . Ramiona i boki nadal mnie bolą od obijania się od ich piersi i umięśnionych ud :D .

Gorące rytmy, wrzask tłumu na parkiecie i taniec węża niewiast tudzież taniec godowy osobników płci męskiej wokół wspomnianych girl’s. A i zapomniałem wspomnieć o hiciorach choćby Shakiry i Loftu z majestatycznymi i wdzięcznie brzmiącymi słowami „MARIOLKA, extasy and motion, oh oh oh. That’s MARIOLKA…” :D :D:D. Pozdrowienia dla Mariolki w tym miejscu :*:*:*.

No cóż fajnie było, ale czas nas gonił więc trzeba było wracać na M4. Nie obyło się bez arbuza przed snem ^^. Bez rozmów nocnych też się nie obyło. Kto kogo zdradził,  porzucił jak i dlaczego ^^ osąd – Sajmon winny skazany na potępienie. Potępienie trwało minut 10 :P po tym czasie nastąpiła amnestia i już nikt sie nie fochał (nie były już potrzebne dwie kołderki hehe).

To też niezwykłe jak wiele spraw może poróżnić człowieka z kimś bardzo bliskim, ale przychodzi moment gdy zapomina się o wszystkim co złe i wygrywa to co ważne i troszkę czasami uspione. Niepewność tego czego chcę i czego oczekuję, co wypada, a co nie powinno mieć miejsca. Gdzieś to wszystsko nagle przechodzi wraz z innymi tysiącami myśli przez głowę, a i tak człowiek pokieruje się sercem, a nie tym co podpowiada rozum. Tęskniłem. Dopiero wtedy pojąłem jak bardzo.

Nasza konwersacja i małe molestowanko filiżaneczkami sprawiło, że snu dużo nam nie pozostało. Usypiając po 5 rano widziałem już prześwitujący blask słońca z przedpokoju. Ledwo zamknąłem oczy, a już była 7 i nakaz wstawania ponaglany średnio co 3 minuty ^^, a nawet i co dwie. Wielkie szykowanie siłowanie się z anteną oczywiście i typowe zachowanie niewiasty 5 par obuwia, bo przecież jedziemy, aż na dwa dni :D . Jakoś to przełknąłem, ale podróżna wcale nie mała lodówka pełna słodyczy wprawiła mnie w osłupienie ( nie Gosia z nami nie jechała hehe pozdrowienia dla Gosi :*:* mrrr <sex> )hehe chociaż nie powiem lodówkowe wafelki uratowały nas od umarnięcia z głodu, ale o tym to później.

Wkońcu wyruszyliśmy. Do granicy piękne widoczki chociaż moje zachwyty „ohhhy i ahy” nad każdym pagurkiem brzmią troszkę komicznie na nagranych filmikach. Wspólne śpiewy :d hihy hahy i tak mijaliśmy wszystkie kurorty Kotliny Kłodzkiej gdzie ostatni raz byłem w 1995 roku !!! Nawet nie zorientowaliśmy się kiedy przekroczyliśmy granicę. I się zaczęło :P . Język czeski jest porażająco śmieszny ( przykłady warte uwagi :D http://nonsensopedia.wikia.com/wiki/J%C4%99zyk_czeski ). Co znak, reklama, baner to nowe głośne śmiechy. I tak przodownictwo utrzymał „styrylizowany uhorek”, czyli po naszemu ogórek kiszony. Później krótki postój na CPN chwilunia na kawunię i jeszcze tylko wykupienie winietki na podróż i można było wyruszyć dalej. Tak przy okazji winieta to specjalna opłata za korzystanie z dróg ekspresowych i autostrad na terenie Ceskiej Republiczki :P . Kosztuje w zalezności od okresu ważności od 250 do 1200 koron (10-dniowa 250, miesięczna 350 i roczna 1200 koron). Korona aktualnie kosztuje w przeliczeniu na złotówki około 16-17 groszy. Taką winiete można zakupić na każdej stacji benzynowej i należy ją umieścić najlepiej przyklejając po prawej stronie w rogu przedniej szyby. Podróżowanie bez takiej winiety może słono kosztować.

Sama trasa drogą E67 z Wrocławia od granicy niewiele lepsza niż po anszej stronie, ale odcinek autostrady już naprawdę dobry i spokojnie można jechac 140km/h. Chociaż trzeba uważać, bo podobno słone mandaty są wlepiane zwłaszcza polaczkom ^^. No i na drogach mnóstwo fotoradarów ha ja mam nadzieję, że nas nie ustrzelili. Swoją drogą takie zdjęcie z wakacji byłoby ciekawe :D tylko troszke drogie i raczej nie do albumu rodzinnego. Zwłaszcza mizi kizi, która prowadziła ^^.

Praga. Złote miasto. Wielkie miasto już sam wjazd robi wrażenie. Wielkie połacie przestrzeni zabudowanej s gustem niewysokimi budynkami. Wielkość miasta nie przytłacza jest przyjemna. Wjazd do centrum rozciąga się nad samą Pragą z mostu widać całe stare miasto, centrum i zabudowania na pagórkach i aż po sam horyzont. Polecam zaopatrzyć się w GPS i mapę, bo podróżowanie po tym wielkim mieście może przynieść sporo nerwów. Oznakowanie miasta nie jest zbyt dobre. My zgubiliśmy się troszkę przy dworcu głównym. Zakupiliśmy mapę i nie bez problemów, ale wkońcu trafiliśmy do anszego Hostelu. Wjazdu do najstarszej części Starego Miasta nie ma, ale po bokach zwłaszcza przy hostelach można postawić samochód. Nam się udało akurat był weekend i nie były zastawione miejsca i kontroli też nie było więc obyło się bez mandatu. Trzeba jeszcze uważać, bo uliczki są bardzo wąskie i jednokierunkowe łatwo się pogubić.

Sam Hostel godny polecenia. Mieliśmy raptem 300 m do Mostu Karola przy samej Wełtawie. Piękna kamienica blisko też Starego Miasta, a właściwie w jego prawie centralnej części. Hostel ARNOSTA to akademik, który w trakcie sezonu letniego adaptowany jest na hotelik. Ceny atrakcyjne jak na takie miejsce i standard. Wspólne łązienki, ale czyste i zadbane, łóżka piętrowe zresztą tak naprawdę w pokoju przebywa się tylko raptem tyle co trwa sen. Szkoda marnować czasu na spanie będąc w Złotym Mieście :) . Warto skorzystać z wyszukiwarki noclegów gdzie rezerwacja jest szybka i prosta. My korzystaliśmy z tej strony: http://www.wirtualnapraga.pl/oferta_wiecej.php?id=355. Obsługa portalu w języku polskim. W samym hostelu pan recepcjonista posługuje się językiem angielskim w arabsko azjatyckim akcencie – ciężko go zrozumieć. Na przeciw hoteliku znajduje się DrinkBar, obok sklepik spożywczy i pizzeria. Naprawdę warto tam przenocować.

Zanim sie wypakowaliśmy z bagażami podręcznymi, pięcioma parami butów i lodówką (!) :D oraz moim sprzetem fotograficznym :P minęło dosyć sporawo czasu. Najpierw inspekcja sanitariatów :P – okej, ale toalety mają śmieszne sznureczki. Czysto schludnie – przeżyjemy. Łóżka ^^ piętrowe, pościel szyściutka i mięciutko – nie drażni ciała (wypróbowane ^^), łóżeczko mieści spokojnie dwie osoby i to niekoniecznie tylko matkę z dzieckiem :P (też wypróbowane ^^).

Zwiedzanie rozpoczęliśmy od mostu Karola. Wspaniałe miejsce, mnóstwo turystów z całego świata. Most jest bardzo długi i szeroki. Co pare metrów artyści wykonują portrety i sprzedają piękne zdjęcia. Sa grajkowie i spiewacy. Wszystko  bez przesadyzmu świetnie komponuje się  z całością. Trudno się spaceruje przez te tłumy, ale nie ma potrzeby się spieszyć, bo widoki z mostu są niesamowite. Widać całą panoramę i dzielnicę Hradczany z zamkiem królewskim i wspaniałą katedrą św. Wita. Krok po kroku spacerowaliśmy wąskimi uliczkami zatrzymujac się co chwilę z aparatami w dłoniach – zwłaszcza ja, bo podobno fotografowałem każdą rynnę (phi !). Nie da się tego wszystkiego opisać tam poprostu trzeba pojechać. Każda kamieniczka, każdy kościółek wyglądają niesamowicie. Pierwszego dnia udało nam się zwiedzic jedynie Hradczany i to w 1/3 części. Ponadto mam na myśli zwiedzanie jedynie z zewnątrz, ponieważ nie zachodziliśmy do muzeów i wnętrz kościołów, zamku itd.

Tutaj nalezy wspomnieć jeszcze o w/w wafelkach ^^. Mianowicie byliśmy tak bardzo zajeci zwiedzaniem i jęczeniem o naszym głodzie, że gdyby nie te wafelki to umarlibyśmy z głodu :P . Nie nie brakowało lokali gastronomicznych :D . Brakowało raczej decyzji – stanowczej decyzji, aby zjeść tu i teraz. Wkońcu o 22 trafiliśmy do pokoju w celu krótkiego odpoczynku. Wkońcu wyruszyliśmy w stronę Starego Miasta, aby popodziwiac nocny klimat Pragi no i coś wkońcu zjeść ! Było pięknie mnóstwo oświetlonych starych kamienic, wież i pomników. Mocno głodni zdecydowaliśmy się na najprostrze rozwiązanie – MCDonald. I tutaj zaczęła się komedia. Wyobraźcie sobie, że lód w wafelku po czesku to jest mniej więcej coś brzmiącego jak „zmarzlina w kornutku„. Ja sie zdecydowałem właśnie na ta zmarzlinę, ale że kolejka była sporawa to latałem trzy razy do tabliczki, aby sprawdzić jak się to i owo zwie. Wkońcu zestresowany podczas bezpośredniej konfrontacji z panem czechem kelnerem poprosiłem o Shejka, bo już zapomniałem jak zmarzlina zwie się z wafelkiem ^^.

Poszukując w dalszym ciągu lokalu rozrywkowo – tanecznego ^^ odwiedziliśmy fajny klub Hard Rock ( Hardkore po mojemu :P ) i jakąs biesiadną zadymioną knajpkę w stylu cieszkowskim :P z konfetti i piaskiem na podłodze. Rozpoczęła się też tak zwana kontemplacja kizi mizi ^^. Kontemplacja polega mniej więcej na ogólnie zwanym fochu charakteryzującym się zmową milczenia i olewajstwa. Przechodzac kolejny raz przez rynek co chwilę byliśmy zatrzymywani przez ciemnoskóre prostytutki męskie (afroamerykanoczesi ^^) - które to divki niewiedzieć czemu zaczepiały akurat nas. Jeden plus, że mnie akurat zatrzymały przynajmniej dwie damskie prostytutki haha. Dla mniej wtajemniczonych informuję, że tzw. kurestwo w Czechach jest legalne.

No dobrze więc wracając do kontemplacji tego wieczoru lekko się przeciągneła :P z powodu braku rozrywki tanecznej. Oczywiście lokali była cała masa, ale kizi nie pasowało no bo jakże inaczej. Przeszliśmy tak stare miasto z 6 razy i spokojnie mielismy w nogach z 7km tej nocy. Jeszcze mieliśmy do tego świetnego przewodnika, który poprowadził nas do mostu Karola kolejny raz przez Stare Miasto (!) no, ale wkońcu o 3 w nocy trafiliśmy do pokoju.  Kontemplowaliśmy wszyscy wspólnie, aż wkońcu zgoda zapanowała w królestwie i oczywiscie kolejna noc nie przespana ^^. Fajnie było tylko, że rano popłoch, bo do 9 trzeba opuścić lokal a tu ciężko wstać. Jeden minus właśnie tego hostelu, że doba hotelowa trwa do 9 tylko troszke wcześnie jak na wstawanie.

Pożegnalismy hostel, zjedliśmy śniadanko na bagażniku (dostałem kanapusie :) ) i wyruszyliśmy po raz 10 chyba na Stare Miasto tyle, że tym razem już za dnia. Wspaniałe miejsce mnótswo wąskich uliczek i zakamarków. Wjechaliśmy na Staromietska radnice Vez, czyli  wieże ratusza skąd rozciąga się wspaniały widok na całą Pragę. Później obraliśmy kurs na dzielnicę Josefov. Przeszliśmy brzegiem Wełtawy popstrykaliśmy zdjęcia i postanowiliśmy jeszcze zjeść (wkońcu !) gdzieś na Hradczanach. Oczywiście jak to już w naszej tradycji poszukiwania jadła zajęły nam kolejne godzinki więc przykleiwszy żołądki do kręgosłupa wędrowaliśmy dalej. Wkońcu zjedliśmy pizzę w pobliskiej restauracji przy moście Karola. Szynka w pizzy niezbyt fajnie wygladała co dało efekt w postaci lekkiego problemu z żołądkami. Jeszcze tylko pamiatki i ostatnie zdjęcia (jakieś 200 sztuk średnio co 3 minuty jedno !) oraz filmy i skierowalismy się w stronę autka. Odnośnie samochodu słów kilka. Pod hostelem można postawić auto, ale to dosyć ryzykowne, bo są kontrole, a to kosztuje dosyć sporo, aczkolwiek jesli jedziecie na weekend to możecie zaryzykować, bo w weekendy kontroli nie ma. Parkingu w pobliżu nie widziałem, ale lepiej wczesniej sobie takowy namierzyć.

Pożegnania z Pragą nadszedł czas. Wyjechaliśmy dosyć bez problemowo z nadzieją, że prędko tutaj wrócimy. Nikt z nas nie myslał jednak, że wrócimy tutaj za godzinę ! no wiec obraliśmy złą drogę. Mój talent nawigacyjny, który objawił się podczas zapoznawania się z mapa Pragi akurat tym razem zawiódł :D . Po kilkunastu kilometrach stało się jasne, że pomyliliśmy trase (brak mapy, GPS i mojego talentu). Kontemplacja była juz mocno zaawansowana – ja milczałem jak grób ze strachu, bo bałem się, że zostane pozostawiony na CPN :d. Kierowaliśmy sie w stronę Brna, które w pierwszej wersja według mnie znajdowało sie w Szwajcarii :d. Cos mi sie pokiełbasiło wiem wiem. Tak czy inaczej problem polegał na tym, że nie ma zjazdów z autostrady więc uważajcie jak jedziecie. Wkońcu po 40 kilometrach i zakupieniu mapy udało nam się nawrócić, ale musieliśmy przez to wrócić do Pragi. Zawsze to lepsze niż kierowac się na Brno, które noatabene leży w Czechach jednak :d. Swoją drogą nie wierzcie chińczykowi ze sklepu przy hostelu ^^ to on nas tak pokierował. Podróż była świetna pełna śpiewów :P , piosenek, które co chwila powodowały, że czułem jakby dotyczyły mnie. Zwłaszcza jedna http://www.teksty.org/Ewelina_Flinta,Nieskończona_historia … Tak czy inaczej było super, bo było jak kiedys, a jednak inaczej, bo troche niespodziewanie spełniło sie jedno z moich marzeń. Kolejne :) .

Dojechalismy szczęśliwie do Wrocławia. Miałem jeszcze niespodziewane atrakcje, bo zobaczyłem najważniejsze miejsca we wrocku i wspaniały pokaz tańca fontann. Wspaniałe widowisko pełne kolorów, muzyki i nastroju. Coś niesamowitego dla zmysłów i obiektywu, który niestety mi padł podczas naszej wedrówki. Podsumowaując Praga to naprawdę złote miasto. Warte zobaczenia i wtopienia się w ten niesamowity nastrój. Jeśli ktoś kocha Kraków to w Pradze zakocha sie na zabój. Ja się zakochałem :) .

Tak wogóle to czasami nie rozumiem tego wszystkiego. Coś dzieje sie swoim tempem i płynie swoim torem. Życie właśnie takie jest lubi nas zaskakiwać. Czasem jedno nieszczęście okazuje się byc przepustka do innego szczęścia. Okrutne i niepojęte prawda… A jednak wszystko ma swoją własną historię raz smutną, a innym razem szczęśliwą. Trzeba tylko umieć dostrzec  i rozróżnić jedno od drugiego. Jest czas na łzy i jest czas na śmiech. Ważne, by nie przepłakać szczęścia, bo nigdy więcej może się to już nie powtórzyć.

Pożegnaliśmy się,a Maryś  obdarowała mnie froteczka jakoby dając do zrozumienia, że wyglądam jak syn wodeckiego hehe. Poczułem, że tęsknię mimo, że jeszcze fizycznie byłem na stacji. Narazie jeszcze nic nie rozumiem, a może i rozumiem, ale trochę jeszcze sie boję. Jezu chyba slub mi się szykuje hehe.

Aha i jeszcze nasz prażański hicior Shakiry na podsumowanie: http://www.youtube.com/watch?v=pRpeEdMmmQ0&feature=related

dziękuję za cudowny weekend :) .

 

Więcej zdjęć w galerii (na dysku ponad 600 zdjec i 40 filmików z Pragi) :

Throwback… krakowski szlak.

Gdyby tak cofnąć czas. Gdyby człowiek miał moc wymazywania pewnych spraw z pamięci z umysłu i serca. Może wszystko byłoby łatwiejsze. Dziś uświadomiłem sobie jak szybko ten czas płynie. Poprzednie wakacje wydawały mi się przez długi okres tak bliskie. Nim się ocknąłem są już kolejne wakacje. Niedługo minie rok jak wszystko nagle się zmieniło. Mam troszkę do siebie żalu, bo ostatnie pół roku straciłem na rozpamiętywanie. Przespałem wiosnę. Niby wszystko szło normalnie, ale mimo to nie było nawet jednego dnia bym nie wracał myślami do przeszłości. Pewnie niepotrzebnie, bo już dawno uświadomiłem sobie, że to był stracony czas i nie warty jest wspominania. Czas kłamstw i złudzeń. Tyle.

W krakowie bywałem ostatnio kilka razy, ale już nigdy Kraków nie był i zapewne nie będzie dla mnie taki jak kiedyś. Planty, Stare Miasto i nawet „Bunkier” wszystko jest jak było tylko tak pusto po boku… Wspomnienia wracają, bo tak to już jest, że człowiek wraca myslami do tego co wiązało się z poczuciem szczęścia. Tak tworzy się tęsknota. Przykra, ale mimo wszystko potrzebna. Koniec użalania się nad sobą :D .

W ostatnich miesiącach wiele się działo. Miałem mały kołowrotek w myślach, w pracy i na uczelni. Wszystko trzeba było podsumować ogarnąć i wziąść się w garść. W międzyczasie minęła wiosna i jest już środek lata. Póki co upalnego. Postawiłem nową antenę Antron 99 – vertical na pasmo 10m chociaż dedykowana jest do pracy na pasmach od 10 do 12m łącznie z pasmem CB to pracuje tez dobrze na 20 i 15m wraz ze skrzynką antenową. Antena pracuje rewelacyjnie mimo, że testowo postawiłem ją na trzepaku i 2m maszcie między czereśniami. Pracuje świetnie DX-owo zwłaszcza, że warunki na 10m w ostatnich tygodniach są znakomite. Zastanawiam się jeszcze, czy nie podwyższyć jej do wysokości 5-6m. Powinno dać lepszy efekt zwłaszcza w łącznościach w promieniu do 100km.

Mam mały problem z trx ICOM 746 Pro. Od paru miesięcy nie pracuję na nim, ponieważ pojawił się szeroko znany problem driverów. Nastąpiło prawdopodobne przegrzanie podczas WAG Contest i od tamtego czasu moc w radiu nie jest stabilna i bardzo pływa od 40 do 100W. Ponadto padło mi gniazdo Jack w radiu od głośnika. Przerywa, trzeszczy itd. Czas podesłać radio do serwisu, bo jednak brakuje mi wspaniałego odbiornika i DSP w tym radiu.

Ostatnie tygodnie to też intensywnie spedzony czas w terenie. Jak co roku pod koniec czerwca wyruszyliśmy na spływ kajakowy Drawą i jak zwykle byłem zauroczony cudownie zachowaną przyrodą Drawieńskiego Parku Narodowego. Pogoda sprzyjała, a Gosia jak zwykle okazała się wspaniałym kajakarzem ^^. Mięśnie ma wyrobione dzięki mnie i mojemu zbyt leniwemu podejściu do wiosłowania.

Do drawna trafiliśmy jeszcze pare dni później na Dni Drawna. Spaliśmy w namiotach i było świetnie. Pogoda dopisała, koncerty ciekawe zwłaszcza Boys’i dali popis. Edyta Górniak to wdzięczny obiekt do fotografowania, ale mój aprat jednak w ciemnościach nie daje rady. (mądrością ta pani gwiazda też nie grzeszy niestety co widać i słychać było na scenie). Zbyt duży poziom szumów w A200 przeszkadza no i panowie ochroniarze też znacznie starali się uniemożliwić mi szaleństwo z obiektywem. Na szczęście sprytem panowie nie grzeszyli i przechytrzyłem ich kolejny raz.

Jeśli ktoś szuka blisko świetnego miejsca na odpoczynek przy tym na łonie natury i za grosze to Drawieński Park Narodowy jest właśnie takim wspaniałym miejscem do tego typu turystyki. Ponadto to niesamowite miejsce dla pasjonatów przyrody i fotografii. Mam setki zdjęć i tylko brakuje czasu na uzupełnienie galerii na blogu, ale obiecuję do końca wakacji ogarnąć się z tym tematem.

Nie wiem cóż to za stwór nad nami kołował. Siedzieliśmy w ciszy (!) w kajaku Gosia się opalała, a ja cykałem zdjęcia jak zwykle. Nagle zjawił się ten oto stwór z wielkimi skrzydłami. Mam jeszcze jedno ujęcie gdzie widać jego jasnawe upierzenie. Przypomina Bielika, czy nim jest nie wiem, ale jedno wiem, że zazdroszcze mu skrzydeł. Chciałbym kiedyś tak wzbić się w powietrze poczuć wiatr na twarzy i włosach i poczuć się całkowicie wolnym. Jak byłem dzieckiem moim marzeniem było poczuć się jak Atreyu z „Niekończącej się opowieści” gdzie w pewnym momencie podróżuje wielkim psem Folkorem pośród chmur :) .

Robię się coraz bardziej sentymentalny ^^. Nie wspomniałem też jeszcze o I Pikniku Integracyjnym jaki odbył się w Dolicach w czerwcu. Takie symboliczne rozpoczecie wakacji. Ucieszyła mnie ta impreza, bo pokazała jak niewiele potrzeba aby ludziom sprawić radość. Praktycznie cała nasza praca polegała na towarzyszeniu naszym mieszkańcom i nic więcej i po raz kolejny okazuje się jak fajnie jest dać innym coś od siebie.

Zdjęcia ze wszystkich imprez wspomnianych powyżej znajdziecie w galerii zdjęć. Pozdrawiam i miłych wakacji wszystkim życzę :)

Odi et amo.

Odi et amo…

Stop all the clocks, cut off the telephone Funeral Blues
Stop all the clocks, cut off the telephone,
Prevent the dog from barking with a juicy bone,
Silence the pianos and with muffled drum
Bring out the coffin, let the mourners come.
Let aeroplanes circle moaning overhead
Scribbling on the sky the message He Is Dead,
Put crepe bows round the white necks of the public doves,
Let the traffic policemen wear black cotton gloves.
He was my North, my South, my East and West,
My working week and my Sunday rest,
My noon, my midnight, my talk, my song;
I thought that love would last for ever: I was wrong.
The stars are not wanted now: put out every one;
Pack up the moon and dismantle the sun;
Pour away the ocean and sweep up the wood.
For nothing now can ever come to any good.

Niech staną zegary, zamilkną telefony,
Dajcie psu kość, niech nie szczeka, niech śpi najedzony.
Niech milczą fortepiany i w miękkiej werbli ciszy
Wynieście trumnę, niech przyjdą żałobnicy
Niech głośno łkając samolot pod chmury się wzbije
I kreśli na niebie napis „On nie żyje!”
Włóżcie żałobne wstążki na białe szyje gołębi ulicznych
Policjanci na skrzyżowaniach niech noszą czarne rękawiczki.
W nim miałem moją północ, południe, i zachód i wschód
Niedzielny odpoczynek i codzienny trud.
Jasność dnia i mrok nocy, moje słowa i śpiew
Miłość, myślałem, będzie trwała wiecznie: Myliłem się,
Nie potrzeba już gwiazd – zgaście wszystkie – do końca
Zdejmijcie z nieba Księżyc i rozmontujcie słońce
Wylejcie wodę z morza, odbierzcie drzewom cień.
Teraz już nigdy na nic nie przydadzą się.

Nie ma gorszego zła od pięknych słów, które kłamią…

Zima, zima nasza zima…

Zima zima zima nasza zima… Mam nadzieję, że już wkrótce zima nas opuści. Coprawda piękna biała, śnieżna zima jest wspaniała, ale w tym roku dała nam się już mocno we znaki i raczej jej dalsza obecność jest już niepożądana. Pierwsze oznaki wiosny już widać zwłaszcza gdy wstaje się o świcie do pracy. Słychać już śpiew ptaków i pierwsze przebłyski cieplejszego już słońca. Widziałem już pierwsze bociany wracające na nasze tereny. Niestety ma jeszcze przytrzymać troszkę mróz  więc myślę, że biedaki pomarzną.

Zima to też niezbyt fajny okres dla anten. Nie dość, że mróz, wilgoć to jeszcze te wiatry. Widzę już, że czeka mnie modyfikacja  w instalacji antenowej. Maszt w postaci rury stalowej pod GP7DX to rozwiązanie o tyle dobre co i niestety niezbyt wygodne. Nie ma do takiej anteny praktycznie dostępu. Miałem ostatnio problemy podczas burzy śnieżnej. Bałem się, że odciągi nie wytrzymają. Zakupiłem już linkę żeglarską i jak tylko się ociepli muszę koniecznie je wymienić.

Jak widać na zdjęciu powyżej i zimą można zrobić piękne zdjęcia na tle błękitnego nieba. Pogoda wyśmienita lekki mrozik, pełne słońce, brak wiatru i dookoła śnieg. Wszystko wymaga już niestety konserwacji. Planuję zamontowanie anteny kierunkowej prawdopodobnie będzie to delta 2-elementowa na pasma 10-15-20m. Dipol postaram się umieścić jeszcze wyżej o jakieś 2-3m niż jest w tym momencie. Być może nie da to wielkiej różnicy, ale pozwoli zyskać troszkę więcej przestrzeni na wysokości 8m tak abym bez problemu mógł obracać kierunkiem.

Dostałem już też karty QSL od redakcji QTC. Jak wcześniej wspominałem jest to nagroda za zawody „Barbórka 2009″. Karty są bardzo ładne. Poprawione zostały według mojej prośby i prezentują się naprawdę bardzo ładnie i elegancko. Ponadto są zielone co bardzo podkreśla ich urodę. Jeszcze raz dziękuję pięknie za tą miłą nagrodę i pozdrawiam serdecznie sponsorów – redakcję Magazynu QTC :) .

Niedługo wyjeżdzam do Krakowa i w Tatry. Być może zawitam też do Rewala do rodziny. Czeka mnie kilka dni zasłużonego urlopu. Już dawno nie byłem tak wykończony psychicznie jak teraz. Potrzebuję teraz spokoju i relaksu poukładania wszystkiego w ciszy na nowo. Może też dlatego przez ostatnie 3-4 tygodnie nie zaglądałem na pasma. Mam nadzieję, że usterka mojego IC 746 PRO nie okaże się poważna i bez problemu będę mógł wystąpić w marcowych zawodach RUDXC. Na koniec dzisiejszego wpisu rzut na moje anteny. Reszte zdjęć z tego dnia umieściłem bezpośrednio na podstronach dotyczących poszczególnych anten. Zapraszam do oglądania :) .

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.